Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2011

UFO nad Berlinem

UFO w Niemczech

              Wywiad Stanów Zjednoczonych od dawna interesował się zjawiskiem UFO, Po uchwaleniu Ustawy o swobodnym dostępie do informacji ujawniono liczne meldunki i informacje z całego świata, przy czym najstarsze z nich sięgały aż roku 1940. Wiele z nich pochodziło z tak zwanych jawnych źródeł, jak na przykład zagraniczne gazety, periodyki (wywiad literacki - LITINT) lub audycji radiowych. Poniższa relacja, przetłumaczona z greckiej gazety na użytek CIA, opisuje lądowanie UFO w RFN, czego świadkami byli w lipcu 1952 roku Oskar Linke i jego córka, zamieszkali w pobliżu Hasselbach. Odebrawszy od Oskara Linkego, czterdziestoośmioletniego byłego burmistrza Gleimarshausen w Berlinie Zachodnim, oświadczenie, że był naocznym świadkiem incydentu, oficerowie wywiadu przystąpili do badania najbardziej niezwykłej relacji o "latającym spodku". Zgodnie z tą relacją, obiekt "przypominający ogromną patelnię" o średnicy około piętnasta metrów wylądował na leśnej polanie w radzieckiej strefie Niemiec. Linke wraz z żoną i sześciorgiem dzieci niedawno uciekł z tej strefy. Linke i jego 11-letnia córka Gabriella złożyli tydzień temu następująco oświadczenie, zaprzysiężone przed sędzią: "Kiedy wracaliśmy do domu z Gabriellą, w pobliżu miasta Hassclbach wysiadła nam opona w motocyklu. Gdy szliśmy na piechotę do Hasselbach, Gabriella zwróciła moją uwagę na coś, co znajdowało się jakieś sto czterdzieści metrów od nas. Ponieważ zapadał zmrok, pomyślałem, że pokazuje mi młodego jelenia. Postawiłem motocykl obok drzewa i podszedłem do miejsca wskazanego przez córkę. Kiedy jednak znalazłem się pięćdziesiąt pięć metrów od tego czegoś, stwierdziłem, że moje pierwsze wrażenie było błędne. Zobaczyłem bowiem dwóch mężczyzn, którzy teraz znajdowali się czterdzieści metrów ode mnie. Mieli na sobie jakieś lśniące metalicznie ubrania. Pochylali się nad czymś leżącym na ziemi. Zbliżyłem się na odległość dziesięciu metrów. Wyjrzałem zza niewielkiego płotu i wówczas dostrzegłem ogromny obiekt o średnicy trzynastu-piętnastu metrów.

Zdjęcie to zostało wykonane w Niemczech w roku 1978. Nic nie ma ono wspólnego z tym artykułem.

              Wyglądał jak gigantyczna patelnia. Na obrzeżu były dwa rzędy otworów o obwodzie około trzydziestu centymetrów. Odległość między obydwoma rzędami wynosiła mniej niż pół metra. Na szczycie; tego metalowego obiektu znajdowała się stożkowata, mniej więcej trzymetrowa wieża. W tym momencie córka, która pozostała nieco z tyła, zawołała mnie. Obaj mężczyźni musieli usłyszeć jej głos, bo natychmiast wskoczyli do tej wieży i zniknęli. Jeszcze przedtem zauważyłem, że jeden z nich miał z przodu lampę, która zapalała się i gasła w regularnych odstępach czasu. Teraz brzeg obiektu, w którym znajdowały się otwory, zaczął błyszczeć. Najpierw był to kolor zielony, a potem przemienił się w czerwony. Równocześnie dało się słyszeć lekkie buczenie. W miarę jak jasność i buczenie się wzmagały, stożkowa wieża zaczęła się wsuwać do wnętrza obiektu. Cały obiekt powoli wznosił się i wirował. Wydawało mi się, jakby był oparty na cylindrycznym urządzeniu, które wysunęło się z jego środka i teraz wystawało z dolnej części, sięgając ziemi. Obiekt, otoczony kręgami płomieni, znajdował się teraz kilka stóp nad ziemią. Zauważyłem, że zaczął powoli unosić się, a cylindryczne urządzenie, na którym się wspierał, zniknęło w środku i pojawiło się ponownie na jego szczycie. Szybkość wznoszenia była coraz większa. Jednocześnie oboje z córką usłyszeliśmy gwizd podobny do tego, jaki wydają padające bomby. Obiekt przyjął pozycję horyzontalną i skierował się w stronę sąsiedniego miasta Stockheim, a następnie, nabierając wysokości, zniknął za wzgórzami i lasem". Wiele innych osób, zamieszkałych w tym samym rejonie co Linke, także informowało o pojawieniu się obiektu, który - ich zdaniem był kometą. [...) Po przedstawieniu tego zeznania sędziemu, Linke oświadczył dodatkowo: "Pomyślałbym, że obcuje z córką mamy jakieś przywidzenia, gdyby nie pewien element tej scenerii: gdy obiekt zniknął, poszedłem w to miejsce, gdzie się przedtem znajdował. Znalazłem okrągłą dziurę w ziemi, widać, że świeżo wykopaną. Miała taki sam kształt, jak stożkowata wieża. Wtedy już byłem pewien, że to nie było przywidzenie". Linke ciągnął: "Przed ucieczką z radzieckiej strefy Berlina nigdy nie słyszałem określenia "latający spodek". Kiedy zobaczyłem ten obiekt, od razu pomyślałem, że to-jakaś sowiecka maszyna wojskowa. Muszę przyznać, że ogarnął mnie strach, bo sowieci nie chcą, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, co robią...".

Autor: Timothy Good

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.pl

"UFO w Niemczech" na Paranormalium

UFO w okolicach Woroneża w Rosji

UFO w pobliżu stacji radiolokacyjnej w okolicach Woroneża w Rosji

Woroneż              W stacji radiolokacyjnej „Tałowaja” pod Woroneżem należącej do moskiewskiego centrum kierowania ruchem powietrznym pracują ludzie, od których zależy bezpieczeństwo lotów samolotów cywilnych. Urządzenia radiolokacyjne „Tałowoj” kontrolują 720 tysięcy kilometrow kwadratowych nieba.
              Od pewnego czasu, wśród okolicznych mieszkańców zaczęły roznosić się wieści o obserwacjach nieznanych obiektów latających, które pojawiają się w pobliżu urządzeń.

Nieznane obiekty latające nad Tałowoj – co się udało zarejestrować

- Na początku oczywiście nikt nie wierzył w te opowieści – opowiada pracujący od 28 lat na stacji inżynier Aleksandr Zakurdajew. – Kilka lat temu przygotowywaliśmy teren do postawienia nowego elementu naszej stacji. Robiłem zdjęcia dokumentujące postęp prac i przesyłałem je do biura w Moskwie, które nadzoruje naszą działalność. To stało się 11 września 2001 r. Około godziny 15. robiłem zdjęcia aparatem cyfrowym . Fotografowałem hangar, część terenu, przy okazji „utrwalając” fragment nieba. W domu przegrałem zdjęcia do komputera. Obecny przy tym mój syn Andrzej od razu coś zauważył – „Popatrz tato, coś ty tam sfotografował!” – spojrzałem na fotografię – na niebie widać było coś zupełnie nieoczekiwanego, wyglądało jak UFO.

Od tamtej pory pracownicy stacji radiolokacyjnej z uwagą patrzyli w niebo. Dwa lata później ponownie udało się sfotografować coś zagadkowego…

              12 maja 2003 r. Aleksander Zakurdajew znów dokumentował postęp prac. W ciągu 12 sekund wykonał serię 4 zdjęć, na których niespodziewanie pojawiły się obiekty. Na kolejnych zdjęciach już tego nie zarejestrowano..

- Wszystkie zdjęcia zostały wykonane w kierunku północno-wschodnim od naszej stacji – mówi Zakurdajew – nie jestem w stanie ocenić gabarytów ani prędkości przemieszczania się tych obiektów. Nie mam ich z czym porównać. Jest jeszcze jedna interesująca sprawa – niedawno zrobiono o nas reportaż dla telewizji. Jak realizatorzy obejrzeli dokładnie nagrany materiał, zauważyli biały przypominający kwadrat obiekt, który niezwykle szybko przemieszczał się pomiędzy urządzeniami.

Spotkań z dziwnymi obiektami było w tej okolicy sporo. W październiku 2004 r. przygoda spotkała innego pracownika stacji – Jurija Niżniewiasowa. Jadąc do pracy samochodem był świadkiem przelotu na małej wysokości świecącej kuli.

- Oczywiście, że nigdy nie wierzyłem w UFO – mówi inż.Niżniewiasow – ale teraz sam zetknąłem się z tą zagadką.

Komentarz ufologa
- To typowy latający talerz – powiedział ufolog z Woroneża, Henryk Siłanow - Tam, gdzie jego obraz był zamazany, obiekt był w ruchu, tam, gdzie mamy do czynienia z wyraźnym – talerz wisiał bez ruchu nad stacją radiolokacyjną. Mogę ocenić jego wielkość na 5-7 metrów średnicy. Prawdopodobnie obiekt znajdował się w odległości około pół kilometra od stacji. To typowe miejsce do spotkania UFO. Te obiekty bardzo często pojawiają się w okolicach elektrowni, linii energetycznych, oczywiście interesują się także ziemskimi urządzeniami strategicznymi.

Leonid Szifrin

Tekst polski: Fundacja NAUTILUS
Źródło:
Foto: Andrzej Archipow
http://www.moe.kpv.ru/view/text.shtml?16022

"UFO w pobliżu stacji radiolokacyjnej w okolicach Woroneża w Rosji" na Paranormalium

sobota, 3 grudnia 2011

Szkoła UFO w Rosji

 Rosyjscy badacze otwarli "Szkołę UFO" dla fascynatów zjawisk paranormalnych

              Rosyjscy ufolodzy otwarli szkołę, w której uczą ludzi, co robić, jeśli napotkają UFO oraz gdzie szukać istot pozaziemskich.
Szkoła UFO
               Zamieszanie spowodowane obserwacjami UFO w Togliatti w środkowej Rosji zaczęło się ubiegłego lata, gdy na polach za miastem pojawiły się kręgi w zbożu. Ogromne piktogramy w trawie przyciągnęły tuziny dziennikarzy i setki ciekawskich.
              W odpowiedzi na oczywiste żądania, miejscowi badacze UFO zdecydowali się na utworzenie szkoły, w której ludzie poznawaliby zjawiska paranormalne. Popularność istot pozaziemskich w Togliatti czyni z tej miejscowości idealnym miejscem dla takiej instytucji - podal w czwartek lokalny dziennik.

Wiemy o kilku miejscach w Togliatti, w których obserwacje UFO są bardzo częste, powiedziała przewodnicząca Komisji Ufologicznej Togliatti Tatiana Markowa w wypowiedzi dla dziennika "Ploszad Swobody".
Zbadaliśmy kilka najpopularniejszych tras przelotu latających spodków. Często odwiedzaliśmy miejsca, w których widziano UFO i zarejestrowalismy zjawiska, które widzieliśmy, mamy na przykład dużo materiałów filmowych przedstawiających tak zwane trójkąty belgijskie, które często goszczą nad naszym miastem.
              W szkole UFO specjaliści wygłaszają dla studentów wykłady na temat różnych typów anomalii, odpowiedniego zachowania w razie kontaktu z UFO i podstawowych wskazówek co do obserwowania UFO. Gdy przerobiona zostanie cała część teoretyczna, studenci wyjdą w teren, by praktykować swoje umiejętności.

Pod koniec kwietnia zabierzemy naszych studentów ze szkoły, by obserwować UFO, powiedziała Markowa.

Dodała jednak: Jakkolwiek nie zamierzamy zabierać ze sobą tłumów amatorów na obserwacje UFO tylko po to, by zaspokoić ich ciekawość. Oczekujemy, że nowicjusze poszerzą naszą mapę miejsc obserwacji UFO.

Źródło: MosNews, www.mosnews.com
Tłumaczenie: Ivellios

"Rosyjscy badacze otwarli "Szkołę UFO" dla fascynatów zjawisk paranormalnych" na Paranormalium

Spisek w Roswell

Roswell sowieckim spiskiem?



Autorka Annie Jacobson i jej książka "Strefa 51"

              Fani science fiction od lat wierzą, że na pustyni w Nowym Meksyku rozbił się pojazd obcych oraz w to, że Amerykański rząd zatuszował sprawę odnalezienia zwłok nieznanych istot.
              Tak zwany ‘incydent w Roswell’ z 1947 zrodził masę teorii spiskowych. Jednak teraz pewna nowo wydana książka oferuje bardziej realistyczne, choć nie mniej dziwne wyjaśnienie tego zdarzenia, mieszając w nie dwóch sławnych zbrodniarzy XX wieku: Sowieckiego dyktatora Józefa Stalina i niesławnego, nazistowskiego „Anioła śmierci” – dr Josepha Mengele.
              Podczas potężnej burzy w czerwcu 1947 roku, nieznany obiekt rozbił się w pobliży rancza w Roswell w Nowym Meksyku.
              Wojskowa baza lotnicza w Roswell początkowo podała do wiadomości informacje o rozbiciu się ‘latającego dysku’, lecz kilka godzin później, po przybyciu na miejsce rządowych naukowców, zmieniono to stanowisko twierdząc, że rozbił się tam balon meteorologiczny. Incydent był mało rozpowszechniony w mediach jak i wśród opinii publicznej aż do lat, 70 kiedy to pojawiło się wiele książek i filmów dokumentalnych łączących ten wypadek z obcymi.

„Strefa 51”, nowa książka Annie Jacobsen, oparta jest na wywiadach z naukowcami i inżynierami, którzy pracowali w strefie 51, ściśle tajnej bazie testowej na pustyni Nevada.

              Książka ta obala również tezę o rozbiciu się statku obcych i wysnuwa teorię stalinowskiej inspiracji sławną adaptacją radiową „Wojny Światów” Orsona Wellsa, która wywołała masową histerię w Ameryce w 1938. Według „Strefy 51” początkiem spisku było zdobycie przez Związek Radziecki pod koniec wojny w Niemczech, Hortona Ho 229 – myśliwca mającego być poprzednikiem współczesnego bombowca – B2.
              Tu właśnie do akcji wkracza Mengele. Nazistowski doktor, który eksperymentował na więźniach obozu w Oświęcimiu i zbiegł do Ameryki południowej po wojnie, został podobno zwerbowany do stworzenia załogi ‘groteskowych lotników o dziecięcych rozmiarach’ w zamian za laboratorium do prowadzenia badań eugenicznych (nad zachowaniem ‘czystości rasy’ – przyp. Tłum.).
              W swojej książce Jacobsen twierdzi również, że samolot wypełniono 12 lub 13-letnimi dziećmi o wyglądzie ‘obcych’, według zamiaru Stalina, miały wylądować w Ameryce i wywołać histerie podobna do tej z 1938. Jednak samolot, który był sterowany z pokładu innej jednostki lotniczej, rozbił się i Amerykanie uciszyli całą sprawę.
              Według informatora Jacobsen, emerytowanego inżyniera firmy EG&G, która wykonywała większość ‘delikatnych’ projektów rządowych, twierdzi, że był członkiem ‘projektu Roswell’ w Strefie 51.
              Jacobsen pisze: „W rozbitym pojeździe odnaleziono ciała. Nie byli to kosmici. Nie znajdowali się oni na pokładzie z własnej woli. Byli oni ludzkimi królikami doświadczalnymi. Nienaturalnie drobnej budowy jak na pilotów, wydawali się być dziećmi. Każdy z nich miał poniżej 1,5 m wzrostu. Byli groteskowo zdeformowani, lecz deformacje te były jednakowe u wszystkich członków ‘załogi’, wszyscy mieli nadnaturalnie duże głowy oraz wielkie oczy. Dwoje z odnalezionych było rzekomo żywych lecz nieprzytomnych w momencie odnalezienia.” Inżynierowie EG&G powiedziano, że widok ciał byłby „szokującym i niemiłym przeżyciem”.
             Być może niezbyt zaskakująco, rzecznik Amerykańskich Sił Powietrznych stwierdził: „Nieznana jest nam jeszcze treść książki i z tej racji nie jesteśmy w stanie jej skomentować.”

Thomas Harding
Tłumaczenie i opracowanie: Pookie

"Roswell sowieckim spiskiem?" na Paranormalium

piątek, 2 grudnia 2011

Rosyjskie UFO

KGB zarządzało tajnymi laboratoriami badającymi cywilizacje pozaziemskie

              Rosyjskie stacje telewizyjne wyemitowały ostatnio dwa filmy dokumentalne na temat UFO, będące nie lada gratką dla rosyjskich ufologów, wspólnoty entuzjastów badających niezidentyfikowane obiekty latające.

Filmy zwróciły szczególną uwagę na opisy UFO znalezione w przeszukiwanych aktach radzieckiej i rosyjskiej marynarki wojennej i oficerów sił powietrznych.

Informacje dotyczące UFO były w Związku Radzieckim ściśle tajne. Niektórzy entuzjaści, którzy roznosili broszury z artykułami pochodzącymi z zagranicznych mediów, byli wzywani na przesłuchania przez KGB.

Najzabawniejszą rzeczą jest to, że KGB rzekomo miał jednostkę zaprojektowaną do zbierania i monitorowania wszystkich informacji w związku z mistycznymi i niewyjaśnionymi zjawiskami, o których donoszono wewnątrz Związku Radzieckiego i poza nim. Artykuł opublikowany jakiś czas temu przez madryckie czasopismo Mas Alla prawdopodobnie pokazuje, że powyższe zarzuty mają sens. Czasopismo opublikowało ponadto kilka zdjęć z filmu wykonanego przez amerykańską stację telewizyjną TNT na potrzeby CNN.

              Zarówno magazyn jak i film mówią, że w 1968 roku KGB objęło podobno w posiadanie UFO, które miało się rozbić lub zostać zestrzelonym przez radziecką obronę lotniczą. Radziecka tajna policja utrzymywała, że w kokpicie odnaleziono ciało humanoida. Ciało zostało gruntownie przebadane na wydziale anatomii Instytutu Medycznego Semaszki w Moskwie. Stacja telewizyjna twierdzi, że film opierał się na materiale filmowym o incydencie dostarczonym przez Pawła Klimczenkę, dawnego urzędnika KGB. Zgodnie z oficjalnym oświadczeniem TNT, dokumenty te stanowiły celowy "przeciek" do mediów.

Foto Foto
Foto Foto
Foto Foto
Foto Foto

Powyżej: Kadry z filmu nakręconego przez agentów radzieckich w 1968 roku podczas oględzin obiektu, rzekomo zestrzelonego przez obronę lotniczą.

Klimczenko pokazał do kamery swój rzekomo prawdziwy ID, chcąc udowodnić, że naprawdę jest emerytowanym urzędnikiem KGB. Nie pracował on nad "wyciekiem" i nie powiedział nic na temat jego celów. Dlatego, według czasopisma, mistyczna historia powinna pociągnąć za sobą oficjalne komentarze. Dotychczas nie uzyskano żadnej odpowiedzi od władz rosyjskich.

              Brytyjski aktor, Roger Moore, jeden z dwóch najpopularniejszych Bond'ów, został zatrudniony przez TNT przy produkcji filmu trącącego pogonią za sensacją. Przedstawił on historię opartą na wydarzeniach, które miały miejsce w 1968 roku w okolicach miejscowości Bereźniki na Uralu w Rosji.

Relacja naocznego świadka, wydrukowana przez gazetę "Wieczernyj Swierdłowsk" 29 listopada 1968, rozbudziła na nowo pogłoski na temat pewnego latającego przedmiotu, który przypuszczalnie spadł na ziemię wcześniej w tamtym roku. Naoczni świadkowie twierdzili, że widzieli "świecący przedmiot w kształcie dysku" lądujący lub spadający na strome zbocze. Film pokazuje radzieckich żołnierzy wewnątrz pojazdu terenowego i pojazdu bojowego APC wjeżdżającego na teren. Wyglądają oni, jak gdyby przeczesywali teren. Wtedy generał i dwaj normalnie ubrani ludzie (z pewnych powodów określeni przez TNT jako agenci KGB) najwidoczniej zaczynają wydawać rozkazy personelowi ubranemu w uniformy. Film pokazuje srebrzysty lśniący przedmiot, wypukły dysk leżący na boku. Lądowanie przedmiotu nie spowodowało stopienia się w pobliżu śniegu, również żadne z drzew nie zostało uszkodzone.

Według ekspertów wojskowych, z którymi wywiady przeprowadziła stacja TNT, w te dni niedorzecznością dla KGB byłoby ujawnienie przypuszczalnie fałszywego filmu "propagandy zastraszenia", przeznaczonego dla celów dezinformacyjnych w okresie Zimnej Wojny jakieś 30 lat temu. Paweł Klimczenko, właściciel oryginalnego materiału filmowego, twierdzi, że operacja KGB mająca na celu poszukiwanie i zatrzymanie UFO nosiła nazwę kodową "Mif" (po rosyjsku "mit"). Widz może zobaczyć liczne dokumenty KGB oznaczone jako "ściśle tajne", które informowały o pomyślnie zakończonej operacji.

Najciekawszy fragment filmu pokazuje sekcję zwłok humanoida. Wyglądające bardzo ziemsko ciało jest małe i ma szarawą skórę. Jego tors jest bardzo cienki, a głowa zbyt podobna do małpiej z głęboko osadzonymi oczami. Anatomowie są pewni, że powyższe cechy nie są typowymi dla ludzi jakiejkolwiek rasy luw w jakimkolwiek wieku.

Fotokopia rozkazu wydanego przez radzieckiego ministra obrony również wygląda autentycznie. Na podstawie rozkazu, generał A. G. Ponomarnko, główny dowódca wojsk na Uralu, miał zapewnić agentom KGB udział w pracach dotyczących UFO na wszystkich etapach. Agenckie raporty zostały następnie wysłane do pułkownika A. I. Grigoriewa, szefa działu naukowego KGB. Rzecz ciekawa, że Kamyszew, Sawicki i Gordienko - koronerzy, którzy wykonali sekcję zwłok - wszyscy umarli tego samego dnia, 24 marca 1969 roku, w tydzień po zakończeniu badań ciała humanoida. Przyczyna ich śmierci nadal jest nieznana.

              We wrześniu 1995 roku amerykańskie media podały do wiadomości podobną historię o UFO rzekomo przejętym przez władze. Media oskarżyły CIA o ukrywanie historii przez wiele lat. Amerykańscy urzędnicy państwowi zaprzeczyli, nazywając zarzuty żartem autorstwa ufologów. Fotografie opublikowane w USA pokazują człekopodobnego humanoida, bardzo podobnego do radzieckiego stworzenia z kosmosu.

Wielu naukowców jest sceptycznie nastawionych do historii opowiedzianej przez TNT. Jednocześnie, ci naukowcy przyznają, że historia zawiera zbyt wiele informacji, które brzmią wiarygodnie. Wyraźniejszy obraz będzie dostępny po przeprowadzeniu złożonej analizy oryginalnego przedstawiającego UFO materiału filmowego oraz istotnych dla historii dokumentów KGB. Wzięte pod uwagę powinny zostać również wyniki medycznego dochodzenia w sprawie przyczyny śmierci koronerów.

Tłumaczenie: Ivellios
Oryginał na http://english.pravda.ru (portal niezależnej gazety rosyjskiej "Pravda")

"KGB zarządzało tajnymi laboratoriami badającymi cywilizacje pozaziemskie" na Paranormalium

Światła UFO

Dziwne światła


              Od 27 października 1975 roku nad amerykańskimi bazami wojskowymi przez kilka tygodni widziano wiele niezwykłych zjawisk. W pobliżu niektórych baz między innymi koło Loring Air Force Base w Maine, Wurtsmith Air Force Base w Michigan, Minot Air Force Base w Północnej Dakocie czy Malmstrom Minuteman Base pojawiały się nie dające się zidentyfikować światła. Obiekty UFO, do których należały, lądowały niejednokrotnie na terenie baz, po czym z wielkim przyśpieszeniem wystrzeliwały w górę i w krótkim czasie nie można ich było odróżnić od gwiazd. Na przykład nad bazą lotniczą Malmstrom niedaleko Great Falls w Montanie pojawił się tajemniczy obiekt latający. Jego przelot był śledzony przez NORAD. UFO wzniosło się z dużą prędkością na ponad sześćdziesiąt kilometrów, a więc do gómych, najrzadszych warstw atmosfery, w końcu zniknęło z pola widzenia radaru. Nawiasem mówiąc, praw dziwność tego wypadku potwierdził Lindzie Howe jej brat, który służył jako pilot śmigłowca w bazie Malmstrom. Kiedy w 1975 roku w krótkich odstępach czasu kilka baz wojskowych przeżyło odwiedziny nieznanych obiektów latających, opowiadano między innymi o obiektach w kształcie cygara albo dysku, ale prócz tego o śmigłowcach, których pochodzenie nie było nikomu znane. Czasem zdarza się, że wraz z nie zidentyfikowanymi obiektami latającymi widziane są śmigłowce.

              Najczęściej jednak nie są to zwykłe śmigłowce wojskowe, lecz anonimowe maszyny, bez znaków rozpoznawczych, nie można ich więc przypisać żadnej instytucji państwowej czy wojskowej. Jak wiemy, takie czarne helikoptery (często są one rzeczywiście pomalowane na czarno) pojawiły się w dużej liczbie, kiedy to dwie kobiety i chłopiec doznali poważnego uszczerbku na zdrowiu przez promieniowanie emitowane z tajemniczego obiektu w kształcie diamentu. Podobne helikoptery pokazały się też w 1988 roku w trakcie obserwacji trójkątów na Puerto Rico. Podczas wypadków w 1975 roku grupa policjantów, pomocników szeryfa oraz dziennikarzy próbowała dogonić jeden z niemożliwych do zidentyfikowania śmigłowców. Ale okazało się, że obiekt ten jakby rozpłynął się w powietrzu! Wciąż na jaw wychodzą relacje, opisujące helikoptery, które pojawiają się nagle, z sekundy na sekundę, nie wydając żadnych odgłosów. Inna zagadkowa osobliwość tej specjalnej klasy śmigłowców to pojawianie się w miejscach, gdzie dokonywane są okaleczenia zwierząt. W roku, w którym nad amerykańskimi bazami wojskowymi pojawiały się w dużej liczbie helikoptery bez oznaczeń, na południowym zachodzie stanu Wyoming przydarzyło się w ciągu około dwóch tygodni wiele okaleczeń.
Samoloty typu HAWK

              Niecały rok później, między czerwcem a październikiem 1976 roku, nad Madison County w Montanie pojawiały się bezgłośne czarne śmigłowce. w tym czasie zgłoszono dwadzieścia dwa przypadki okaleczeń. Pod koniec 1978 roku zdarzyło się osiemnaście lub więcej okaleczeń w stanie Arkansas. Jedno z zabitych zwierząt należało do ranczera, Dona Rystroma, byłego żołnierza piechoty morskiej, który dwie noce przed tym zdarzeniem widział krążący nad okolicą helikopter. Skierował na maszynę światło szperacza, ale nie zobaczył żadnych oznaczeń. Być może istniejące oznakowanie zostało zakryte. Blachy były pomalowane na czarno, granatowo lub ciemnofioletowo, w każdym razie ten nie oświetlony helikopter wydawał się nadzwyczaj ciemny. Czegoś takiego Rystrom jeszcze nie widział, choć sam nieraz latał śmigłowcami. Nigdy też nie widział, żeby śmigłowiec z tak ogromną prędkością przyśpieszył i odleciał. To coś odleciało zaledwie w dziesięć sekund, znikając z pola widzenia obserwatora! Istnieje tylko kilka i to nie nadzwyczajnych fotografii mystery helicopters. Stąd też, podobnie jak w przypadku UFO, prawdziwość tych zjawisk jest negowana przez wielu sceptyków. Nawet Tim Gerlach, wydawca "Whiskey Alpha Reports", tygodnika poświęconego relacjom na temat działań lotniczych w rejonie słynnej z obecności UFO bazy Nellis w Nevadzie, nie dowierzał doniesieniom o pojawianiu się nie oznakowanych czarnych helikopterów.

              Trzeba jednak przyznać, że niektóre z tych doniesień były dość fantastyczne. W maju 1994 roku przesłał mi plan aktualnych manewrów lotniczych Red Flag oraz najnowsze wydanie swojego tygodnika. Od razu rzuciła mi się w oczy informacja: "Mysterious "Black Helicopters" over Nevada"! A więc jednak! Tim Gerlach pisze: "Już od pewnego czasu krążą pogłoski o "czarnych" helikopterach w okolicy Las Vegas. Do niedawna nie poświęcałem zbytniej uwagi tym mglistym historiom na temat "potajemnych operacji rządowych", mających związek z owymi helikopterami. Ale kilka ty godni temu pewien człowiek z południowej Nevady skontaktował się ze mną ze względu na posiadane przez siebie informacje z pierwszej ręki, dotyczące helikopterów, które operują na tym terenie. Od tego czasu jestem zainteresowany wyjaśnieniem tej sprawy..." W styczniu 1995 roku Gerlach pisał między innymi o możliwym związku tajemniczych helikopterów z okaleczeniami i wspomniał o bardzo dziwnym zdarzeniu : krowa została zabita przez okaleczone ciało innej krowy, najprawdopodobniej zrzucone z jakiegoś pojazdu latającego. Stosunkowo liczne opisy czarnych helikopterów są zatem nie tylko wytworami wyobraźni. Szczególnie często tajemnicze śmigłowce pokazywały się w ostatnim czasie w pobliżu miejscowości Logandale, na północny wschód od Las Vegas, o czym opowiedział mi Tim Gerlach w marcu 1995 roku, kiedy spotkaliśmy się przy strefie podejścia bazy lotniczej Nellis i obserwowaliśmy ćwiczenia Green Flag. Gerlach tak podsumował najważniejsze cechy czarnych helikopterów. Ten obiekt latający jest cały pomalowany na czarno. Nie ma na nim żadnych widocznych oznakowań.

              Może zabierać na pokład co najmniej pięcioosobową załogę. [Helikoptery] zaobserwowano w akcji nad zamieszkanymi obszarami na pułapie poniżej 500 stóp. Otrzymywały wsparcie obsługi naziemnej Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych". Zachowanie się i zadania tych helikopterów są istotnie niezwykle tajemnicze i, jak do tej pory, nieodgadnione. W tej chwili nie pozostaje nam nic, poza rozważaniem możliwości na podstawie przeprowadzonych obserwacji. Tom Adams z Teksasu zebrał z biegiem lat ponad dwieście udowodnionych przypadków, w których helikoptery opisywanego typu pojawiały się w miejscach dokonania okaleczeń. Według niego istnieją cztery różne możliwości: Helikoptery te to UFO, tyle tylko, że zamaskowane pod postacią zwyczajnych ziemskich pojazdów. Helikoptery są wysyłane do akcji przez rząd (wojsko), one też mają bezpośredni związek z okaleczeniami. Wojsko nie bierze udziału w okaleczaniu zwierząt i używa śmigłowców jedynie w celach rozpoznawczych, żeby wpaść na trop sprawców. Rząd orientuje się dokładnie w prawdziwych okolicznościach tych zdarzeń i używa helikopterów w celu wprowadzania zamętu i rozpraszania uwagi. Trzeba od razu zaznaczyć, że każda z tych tez jest w jakimś stopniu problematyczna. Pierwsza wydaje się nieco przesadzona, dlaczego bowiem z jednej strony UFO typu belgijskich trójkątów miałyby się pokazywać bez obaw na oczach mnóstwa świadków zupełnie nie maskowane, a w innych wypadkach nad okolicą latałyby UFO-niewidki?

              Z drugiej strony nie wolno nam zapominać, że okaleczenia zwierząt ściągają na siebie uwagę niezadowolonych ludzi. My, Ziemianie, również stosujemy w różnych misjach różne systemy, między innymi niewidzialne samoloty. Dlaczego Obcy nie mieliby działać podobnie? Wprawdzie to maskowanie należałoby zaliczyć do średnio udanych, jeśli weźmie się pod uwagę liczne, niezwykłe właściwości helikopterów, ale być może właściwy sens całej tej sprawy polega na wprowadzaniu ogólnego zamętu i niejasności, co chyba udało się osiągnąć! Raczej nieprawdopodobne jest, że armia amerykańska używa tych śmigłowców dla dokonywania okaleczeń zwierząt. (Interesujące jest też, że takie helikoptery widziano w 1990 roku także nad Rosją.) Przeciwko takiej hipotezie świadczą też trudne do wytłumaczenia właściwości tych śmigłowców. między innymi duże przyśpieszenie, nagłe znikanie często zdumiewająca bezgłośność. Następne pytanie brzmi jednak: czy nie jest przypadkiem na odwrót, czy wojsko próbuje może przy użyciu tych helikopterów rozwiązać zagadkę okaleczeń? Ta możliwość nigdy nie była wykluczona. Ale także i tu pojawiają się problemy. Dziwne jest to, że czasami śmigłowce pokazują się w miejscu, gdzie dopiero później nastąpią okaleczenia. Ktokolwiek więc jest na pokładzie tych tajemniczych helikopterów, z pewnością musi wiedzieć więcej na ten temat.

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.pl
"Dziwne światła" na Paranormalium

poniedziałek, 28 listopada 2011

Pierwszy człowiek w kosmosie

Wyścig do gwiazd, cz. 2 - Pierwszy człowiek w kosmosie

              Początek wyścigu do gwiazd nie nastroił Amerykanów zbyt optymistycznie. Zwycięstwo Związku Radzieckiego w staraniach o umieszczenie pierwszego sztucznego satelity na orbicie Ziemi zbiegło się z porażkami Stanów Zjednoczonych na tym samym polu. Pozostały jednak jeszcze inne cele do osiągnięcia, a wśród nich: wysłanie człowieka w przestrzeń kosmiczną.

              Za kilkadziesiąt lat wyrażenia "tanie bilety lotnicze" czy "tanie linie lotnicze" mogą zacząć odnosić się do firm, które oferują nie tylko przeloty międzynarodowe, ale i międzyplanetarne. Taką optymistyczną perspektywę zawdzięczamy ludziom, którzy poświęcili swój talent, czas, a często nawet życie udziałowi w kosmicznym wyścigu.

              Była to kolejna wielka porażka Amerykanów. Gdy Rosjanie wysyłali w kosmos Jurija Gagarina, w kwietniu 1961 r., na pokładzie Wostoku 1, w USA nadal pracowano nad szczegółami przedsięwzięcia. Co ciekawe, sukces Gagarina nie był pełny - Międzynarodowa Federacja Aeronautyki wymagała, aby astronauta wystartował i wylądował w kosmicznym pojeździe, rosyjski pilot natomiast katapultował się ze swojej maszyny przy lądowaniu użył spadochronu.

              Rosja ukrywała ten szczegół przez jakiś czas; nawet jednak po ogłoszeniu prawdy większą wagę przywiązywano do faktu, że Gagarin odbył lot w kosmos. Było to przedsięwzięcie niesamowicie ryzykowne, jako że naukowcy mogli tylko przypuszczać, jak zachowa się ludzki organizm w pozaziemskich warunkach.

          Amerykanie wysłali swojego człowieka w kosmos w trzy tygodnie po Rosjanach. Astronauta Alan Shepard nie powtórzył jednak sukcesu Gagarina - nie dotarł aż na orbitę (zrobił to dopiero John Glenn w rok później). Mógł się za to pochwalić innym osiągnięciem: jako pierwszy człowiek w historii ręcznie sterował lotem kosmicznego statku.

              Przegrywając ze Związkiem Radzieckim na polu astronautyki, Stany Zjednoczone upatrywały swoją ostatnią szansę w projekcie wysłania człowieka na Księżyc. Jeszcze w roku 1961 John F. Kennedy ogłosił pełne poparcie dla programu misji księżycowych Apollo, a także przekonywał, że dopiero wizyta na Księżycu będzie prawdziwym rozstrzygnięciem kosmicznego wyścigu.

Ciąg dalszy nastąpi

--
Stopka


Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.

niedziela, 27 listopada 2011

Sputnik kontra Explorer

Wyścig do gwiazd, cz.1 - Sputnik kontra Explorer

Autorem artykułu jest Maurycyszuran

              Stany Zjednoczone i Związek Radziecki po drugiej wojnie światowej zachowywały się wobec siebie jak dwa stroszące ogony pawie. Przepychanki miały miejsce również w branży lotniczej - której badania nad możliwościami podróży w kosmos stały się polem zaciętej rywalizacji. Stawką był honor.

              Obecnie branża lotnicza korzysta z osiągnięć naukowców z NASA - pośrednio dzięki nim mamy do dyspozycji bezpieczne tanie linie lotnicze, a każdy z nas bilety lotnicze może kupić dosłownie w jednej chwili. Jednak wydaje się, że "tanie latanie" i inne korzyści uzyskaliśmy zupełnie przypadkowo. Nie sposób przecenić znaczenia podboju kosmosu dla branży lotniczej, choć można kwestionować motywy, które pierwotnie stały za tymi niezwykłymi osiągnięciami.

              Termin "wyścig do gwiazd", czy też "wyścig kosmiczny", odnosi się do działań prowadzonych przez rządy USA i ZSRR w latach 1957 - 1975. Ich celem było poczynienie jak najszybszych i jak najbardziej znaczących postępów w podboju kosmosu. Motywacją uczestniczących w rywalizacji krajów stała się chęć udowodnienia wyższości nad przeciwnikiem.

              Początków "wyścigu do gwiazd" mozna jednak upatrywać jeszcze wcześniej - w działaniach III Rzeszy. Nazistowscy naukowcy rozwinęli bowiem technologię pocisków dalekiego zasięgu, której przejęcie przez siły amerykańskie i rosyjskie dało podwaliny pod konstrukcję pojazdów poruszających się się w przestrzeni kosmicznej.

              Początkiem rywalizacji stały się oświadczenia. Zarówno USA, jak i ZSRR ogłosiły w połowie lat 50., że zamierzają jeszcze przed końcem dekady umieścić na orbicie swoje satelity. Razem z chęciami przyszły obawy: czy obiekt okrążający Ziemię nie będzie naruszał przestrzeni powietrznej, dając wymówkę drugiej stronie do zaatakowania? Strony doszły jednak do wniosku, że przestrzeń danego kraju nie rozciąga się poza ziemską atmosferę, toteż prace ruszyły pełną parą.

              Pierwsze zwycięstwo w kosmicznym wyścigu należało do Rosjan, to oni bowiem umieścili na orbicie swojego satelitę Sputnik 1 na długo przed Amerykanami. W efekcie prezydent Eisenhower kazał przyspieszyć prace i już wkrótce USA podjęły próbę wystrzelenia własnego satelity. Próba była transmitowana na żywo i okazała się ogromną porażką. Wskutek usterki satelita Vanguard TV3 pozostał na powierzchni ziemi. Dopiero w cztery miesiące później kolejna próba - tym razem z satelitą Explorer 1 - zakończyła się sukcesem. Ale to był dopiero początek wyścigu...

Ciąg dalszy nastąpi


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Azja w kosmosie

Azja w kosmosie

Autorem artykułu jest Anna Nowak

              NASA to najbardziej znana na świecie agencja kosmiczna - to wiedzą wszyscy. Jednak stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nie stanowi ona jedynego przedsięwzięcia tego typu.

             Swoją agencję mają również Rosjanie i Francuzi, a od niedawna poważnym graczem na polu eksploracji kosmosu stali się także Chińczycy.

              Czy chodzi o wakacje w nietypowym miejscu, o wyprawy mające znaczenie dla biznesu lub dla nauki - eksploracja kosmosu otwiera przed ludzkością wiele ciekawych perspektyw. Wiedzą o tym wszyscy, ale tylko bogate i wpływowe kraje mogą włączyć się do wyścigu do gwiazd.

              Chiny ogłosiły swój program kosmiczny juz w 1956 r. Pierwszym celem azjatyckich komunistów stało się umieszczenie na orbicie okołoziemskiej sztucznego satelity. Wszystko miało odbywać się we współpracy z ZSRR, lecz rozłam tych dwóch państw uniemożliwił wykonanie planu na czas.
              Choć osiągnięcie tego celu zaplanowano na 1959 r., to pierwszy chiński satelita został pomyślnie wystrzelony w kosmos dopiero w roku 1970. Wówczas trudno przestały się piętrzyć i do dziś Chińska Republika Ludowa zdołała umieścić na orbicie ziemskiej ponad trzydzieści satelitów.

              Program lotów załogowych - zwany Shenzhou - został uruchomiony stosunkowo późno, bo dopiero w 1992 r. Zarówno ludność Chin, jak i światowi obserwatorzy nie zareagowali na niego z entuzjazmem. Pojawiły się głosy, że Chiny mają ważniejsze priorytety niż eksploracja przestrzeni kosmicznej - pieniądze można było spożytkowa o wiele lepiej niż na trudne i z pewnością nie tanie loty.
              Chińczycy jednak nie poddają się - wysłali już w kosmos swoich astronautów, a już wkrótce zamierza także wystrzelić ich na Księżyc. Znaczenie tego sukcesu jednak zblednie, jeśli Azjatom powiedzie się kolejny plan, czyli eksploracja Marsa. Loty bezzałogowe zaczną się odbywać w ciągu najbliższych pięciu lat, zaś pierwsza ekipa powinna wylądować na Czerwonej Planecie już w 2040 r.

              Chińczycy są niewątpliwie ambitni. Posiadają również środki na realizację swoich planów, dzięki czemu na polu eksploracji kosmosu tworzy się coraz większa konkurencja. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela któregokolwiek z krajów? Być może to, że za kilkanaście lat będzie mógł spędzić wczasy na Księżycu. Przygotujcie swoje kosmiczne skafandry - przyszłość nadchodzi!



Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Kosmos - ostatnia granica

Przekroczyć ostatnią granicę

Autorem artykułu jest Anna Nowak

              "Kosmos - ostatnia granica" - takimi słowami zaczynał się jeden z najpopularniejszych seriali science-fiction wszech czasów, czyli "Star Trek".Choć jest w nim trochę sporego ładunku banału i kiczu, nie ulega wątpliwości ze sformułowanie to ma sens.

Kiedy staniemy się zdolni do podróży międzygwiezdnych, już nic nie będzie nas ograniczało.

              Loty w kosmos w społeczeństwie Zachodu - jak również w większości innych cywilizacji świata - kojarzą się przede wszystkim z akronimem NASA. Niemal wszyscy wiedzą, że jest to "agencja kosmiczna", mająca siedzibę w Stanach Zjednoczonych i zajmująca się badaniami kosmosu. Niewielu zna jednak jej historię czy prawdziwy cel.

              NASA to inaczej National Aeronautics and Space Administration, czyli Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej - rządowa agencja USA utworzona w 1958 r. Jest ona odpowiedzialna za badanie kosmosu - zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych. Znaczenie NASA było szczególnie duże u początków jej istnienia, gdy trwał wyścig zbrojeń między USA a ZSRR. Wtedy to osiągi na polu eksploracji kosmosu miały znaczenie propagandowe. Przegrywający na tym polu z Sowietami Amerykanie potrzebowali dużego sukcesu - i osiągnięcie go umożliwiła własnie NASA. To ona bowiem wysłała pierwszych ludzi na księżyc. Stało się to w roku 1969. Od tamtej pory odbyto kilkadziesiąt lotów w przestrzeń kosmiczną - zawsze w celach badawczych. Wyprawy pozwoliły nam poznać warunki panujące w kosmosie, a w szerszej perspektywie - przybliżyły perspektywę eksploracji innych planet, np. w celach pozyskiwania surowców.

              Loty kosmiczne nie muszą być jednak wyłącznie wyprawami badawczo-naukowymi czy biznesowymi. Mars, a nawet odległe galaktyki są przecież ciekawym miejscem, w którym można by spędzić wczasy. Turyści mogą się wybrać w kosmos już dziś, lecz muszą mieć na uwadze, że nie będzie to tanie latanie. Miejsce pasażerskie w rakiecie NASA czy innej agencji kosmicznej kosztuje ponad milion dolarów - i jak dotąd na przyjemność zobaczenia naszej planety z oddali pozwoliło sobie tylko kilka osób. Jednak trwają prace nad budowa tzw. "samolotów kosmicznych", tzn. takich, które mogłyby przebić się przez atmosferę, nadal służąc jako środki transportu między dwoma miejscami na Ziemi.

              Marzenie fanów "Star Treka" z pewnością się ziści - jest to jedynie kwestia czasu. Poziom naszej technologii wciąż rośnie, a przecież już teraz jest możliwe zabieranie turystów na pokład promów kosmicznych. Koszty nadal są duże, lecz postęp technologiczny powinien skutecznie zmniejszyć go w ciągu najbliższych dziesięcioleci.


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

sobota, 26 listopada 2011

Gwiezdna drużyna

Gwiezdna drużyna. Życie i śmierć Jurija Gagarina

Autorem artykułu jest ARBOvision

              "Ziemia jest niebieska" - przejętym głosem meldował 12 kwietnia 1961 roku do kontroli lotów podczas wyprawy, która zapewniła mu miejsce w historii. Siedem lat później już nie żył. 8 grudnia o godzinie 21:30 kanał dokumentalny PLANETE wyemituje filmową opowieść o barwnej karierze pierwszego człowieka w kosmosie Jurija Gagarina.

              Jurij Aleksiejewicz Gagarin urodził się w 1934 roku w Kłuszynie, małej wiosce w obwodzie smoleńskim. Już jako dziecko w trakcie mrocznych dni II wojny światowej (dwoje starszego rodzeństwa wywieziono na przymusowe roboty w głąb Rzeszy, skąd nigdy nie wrócili), spoglądał w niebo, snując fantazje o sięgnięciu gwiazd. Na początku lat 50. wstąpił do aeroklubu, potem ukończył szkołę lotniczą w Orenburgu i Akademię Techniczną Lotnictwa w Moskwie, aby pod koniec dekady zasiąść za sterami wojskowych MiG-ów.



              Wielkie marzenie o locie w kosmos stało się całkiem realne, gdy w styczniu 1960 roku Gagarin, wówczas starszy porucznik lotnictwa, znalazł się w składzie elitarnej grupy WWS 1 - dwudziestoosobowego zespołu, z którego wyłonieni mieli zostać przyszli astronauci. Wyróżniał się wśród nich opanowaniem, profesjonalizmem oraz wytrzymałością fizyczną, której dowiódł w toku niezliczonych testów. Nadzorujący programem kosmicznym Wostok inżynier Siergiej Korolow zwrócił uwagę na młodego pilota i wkrótce grono dwudziestu kandydatów do lotu zawęziło się do dwóch - Gagarina i Hermana Titowa.

              Jeszcze na kilka dni przed planowanym startem misji nie wiadomo było, który z lotników pofrunie w kosmos. Po konsultacji z samym Nikitą Chruszczowem Korolow postawił na Gagarina. Wyniki testów stawiały go na równi z Titowem, ale jako bardziej odporny psychicznie i... niższy (mierzył zaledwie 157 cm wzrostu) wydał się lepszym pilotem dla statku Wostok 1.

              Lot Gagarina, trwające niecałe dwie godziny okrążenie Ziemi, zapewniło skromnemu mężczyźnie z wioski pod Smoleńskiem status bohatera Związku Radzieckiego i miano pierwszego człowieka w kosmosie. Mógł się jednak cieszyć nimi jedynie przez kolejnych siedem lat. 27 marca 1968 roku Gagarin zginął w katastrofie samolotu treningowego, w wypadku, którego okoliczności do dziś pozostają niewyjaśnione.

              Ostatni odcinek serialu "Gwiezdna drużyna" w całości poświęcony jest Jurijowi Gagarinowi. Autorzy cyklu postanowili przyjrzeć się przebiegowi kariery słynnego astronauty oraz tajemniczym okolicznościom jego śmierci.

GWIEZDNA DRUŻYNA. Życie i śmierć Jurija Gagarina
("Star Squadron")
film dokumentalny
Rosja, 2005, 39 min.
najbliższe emisje
8.12, śr, godz. 21.30, odc. 6-ost.


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

sobota, 19 listopada 2011

NASA

National Aeronautics and Space Administration

Autorem artykułu jest Krzysiek K.

              NASA (pl. Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) - agencja rządu Stanów Zjednoczonych odpowiedzialna za narodowy program lotów kosmicznych, ustanowiona 29 lipca 1958 r. na mocy National Aeronautics and Space Act.

              W wyniku radzieckiego programu kosmicznego uwieńczonego wystrzeleniem pierwszego w historii świata sztucznego satelity (Sputnik 1) 4 października 1957 uwaga Stanów Zjednoczonych skierowała się ku własnym działaniom w tym zakresie. Kongres zaniepokojony realnym zagrożeniem ze strony ZSRR i możliwością utraty pozycji lidera w dziedzinie nowych technologii zaapelował do prezydenta Dwighta D. Eisenhowera oraz jego doradców o podjęcie bardziej stanowczych kroków mających na celu wsparcie i rozszerzenie programu badań kosmicznych. Kilka miesięcy ożywionej debaty doprowadziło do stworzenia wspólnego stanowiska określającego, że nowa agencja federalna powinna służyć prowadzeniu wszelkiej niewojskowej działalności w przestrzeni kosmicznej. W tym samym okresie została powołana do życia DARPA, a także wiele innych podobnych do niej programów kosmicznych, które wkrótce zostały włączone w zakres działalności NASA.

              Explorer-I (oficjalnie Satellite 1958 Alpha), czasem nazywany Explorer 1, był pierwszym okołoziemskim satelitą Stanów Zjednoczonych, wystrzelonym 2 stycznia 1958 r. o godzinie 10.48 czasu EST. 29 lipca 1958 r. prezydent Dwight D. Eisenhower podpisał National Aeronautics and Space Act, ustanawiając Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA). Gdy zaczynała ona działalność 1 października 1958 r., składała się z 4 laboratoriów i zatrudniała około 80 pracowników rządowej agencji badawczej NACA. Ogromne znaczenie dla włączenia się NASA do wyścigu kosmicznego miała technologia przejęta od niemieckiego programu budowy rakiet prowadzonego przez Wernhera von Brauna, który został po II wojnie światowej obywatelem Stanów Zjednoczonych. Dziś jest on uważany za ojca amerykańskiego programu kosmicznego. Do NASA zostały włączone elementy ABMA (której zespół von Brauna był częścią) oraz Naval Research Laboratory.

              Pierwsze programy NASA dotyczyły przede wszystkim załogowych lotów kosmicznych i były prowadzone w atmosferze rywalizacji między USA a ZSRR (wyścig kosmiczny) w okresie zimnej wojny. Program Mercury zapoczątkowany w 1958 r. miał na celu zbadanie czy człowiek jest w stanie przeżyć w przestrzeni kosmicznej. Poproszono więc przedstawicieli armii amerykańskiej o wzięcie udziału w projekcie NASA mającym na celu przeprowadzenie eksperymentalnego lotu statku powietrznego, który był rozwijany przez US Army już w latach pięćdziesiątych. Dzięki współpracy z istniejącymi wojskowymi ośrodkami badawczymi oraz pomocy technicznej udzielonej przez wojsko, 5 maja 1961 r. Alan Shepard, pilotując statek Freedom 7 podczas 15 minutowego lotu suborbitalnego został pierwszym Amerykaninem w kosmosie. John Glenn natomiast został pierwszym amerykańskim astronautą, który przebywał na orbicie Ziemi, gdy 20 lutego 1962 r. odbył ponad 5 godzinny lot w statku Friendship 7.

              Gdy projekt Mercury wykazał, że załogowe loty kosmiczne są możliwe, postanowiono uruchomić program Gemini, aby przeprowadzić eksperymenty i prace związane z wysłaniem misji na Księżyc. Pierwszy lot programu Gemini z astronautami na pokładzie (Gemini 3), którego dowódcą został Gus Grissom odbył się 23 marca 1965 r. Dziewięć kolejnych misji udowodniło, że człowiek jest w stanie żyć w statku kosmicznym dłuższy czas, a także że możliwe jest połączenie (dokowanie) z innym statkiem w przestrzeni kosmicznej. Loty programu Gemini dostarczyły również wielu danych medycznych dotyczących wpływu stanu nieważkości na ludzki organizm.

Program Apollo
              Program Apollo powstał w celu wysłania pierwszego człowieka na Księżyc i bezpiecznego sprowadzenia go na Ziemię. Misja Apollo 1 skończyła się tragiczną śmiercią astronautów, gdy podczas symulacji lotu wewnątrz modułu sterowania wybuchł pożar. Z powodu tego incydentu przeprowadzono później kilka prób bez udziału załogi, zanim ponownie wprowadzono ludzi na pokład statku kosmicznego. Apollo 8 i Apollo 10 zbadały orbitę Księżyca oraz przywiozły jego liczne fotografie. 20 lipca 1969 r. Apollo 11 z Neilem Armstrongiem, Michaelem Collinsem i Buzzem Aldrinem na pokładzie po raz pierwszy w historii wylądował na powierzchni Księżyca. Apollo 13, po awarii statku i walce o życie astronautów, przywiózł na Ziemię jedynie jego zdjęcia. Sześć misji, które wylądowały na srebrzystym globie, dostarczyło niezliczoną ilość danych naukowych i prawie 400 kilogramów próbek. Eksperymenty przeprowadzone przez astronautów obejmowały m.in. mechanikę gruntów, meteoroidy, sejsmologię, wymianę cieplną, Lunar Laser Ranging Experiment, pole magnetyczne oraz wiatr słoneczny[3].

Skylab
              Skylab był pierwszą stacją kosmiczną umieszczoną na orbicie przez Stany Zjednoczone. Ta ważąca 75 ton stacja przebywała nad Ziemią w latach 1973-1979. W tym czasie odwiedziły ją trzy załogi astronautów (w latach 1973-1974). Badania prowadzone przez załogi Skylaba początkowo miały się skupić na anomaliach związanych z grawitacją w innych systemach gwiezdnych, ale z braku funduszy i zainteresowania ze strony rządu ograniczono zakres badań. Stacja miała laboratorium do badania wpływu mikrograwitacji oraz Apollo Telescope Mount. W wyniku tarcia o wysokie warstwy atmosfery stacja Skylab zaczęła zacieśniać orbitę okołoziemską. W celu przesunięcia jej na wyższą orbitę zaprojektowany został wahadłowiec, jednak zanim zdołano go wystrzelić, stacja weszła w atmosferę (1979), gdzie uległa zniszczeniu.
Epoka wahadłowców
              Budowa wahadłowców, które mogłyby regularnie latać w kosmos, stała się głównym celem NASA w latach 70. i 80. Do 1985 r. stworzono cztery takie jednostki. Pierwszym, który wystartował z Ziemi 12 kwietnia 1981 r., był prom Columbia. Jednakże wahadłowce nie rozwiązały wszystkich problemów NASA, za to przysporzyły kolejnych. Loty promów okazały się dużo bardziej kosztowne niż początkowo przewidywano. Nawet po katastrofie Challengera w 1986 r., która zwróciła uwagę na ryzyko, jakie niosą ze sobą loty kosmiczne, społeczeństwo nie interesowało się podbojem kosmosu. Wkrótce rozpoczęto pracę nad budową stacji kosmicznej Freedom, która stała się głównym celem załogowych lotów kosmicznych. Jednak w NASA pojawiły się głosy, że projekt ten jest realizowany kosztem misji bezzałogowych, takich jak program Voyager. Katastrofa Challengera znacząco ograniczyła plany NASA, która zrezygnowała z niektórych swoich ambitnych zamierzeń. Niemniej jednak wahadłowce zostały wykorzystane w wielu ogromnych i złożonych logistycznie przedsięwzięciach, jak np. wysłanie na orbitę Kosmicznego Teleskopu Hubblea (HST). HST został zbudowany stosunkowo małym nakładem środków (wynoszącym niespełna 2 miliardy dolarów), jednak już od momentu rozpoczęcia pracy w 1990 r. zachwycił swoimi zdjęciami zarówno naukowców, jak i opinię publiczną. Niektóre fotografie zrobione przez teleskop, jak chociażby Głębokiego Pola Hubblea, stały się niemal legendarne. Teleskop Hubblea jest wspólnym projektem NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a jego sukces utorował drogę ściślejszej współpracy obu agencji. W 1995 r. wznowiono współpracę rosyjsko-amerykańską w zakresie podboju kosmosu, doprowadzając do powstania programu Shuttle-Mir, który obejmował loty wahadłowców na stację orbitalną Mir. Współpraca ta trwa po dzień dzisiejszy, Rosja i Stany Zjednoczone są głównymi partnerami w budowie największej w historii stacji kosmicznej – ISS. Znaczenie tej współpracy najbardziej uwidoczniło się w chwili, gdy NASA zmuszona była polegać na rosyjskich rakietach nośnych do zaopatrywania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (po katastrofie promu Columbia w 2003 r., która uziemiła loty wahadłowców na ponad dwa lata). Koszty przedsięwzięcia, jakimi jest budowa Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (wynoszące ponad sto miliardów dolarów), sprowadzają na NASA ostrą krytykę, co do zasadności budowy stacji i przyszłych korzyści płynących z jej istnienia. Poza tym badania przestrzeni kosmicznej nigdy nie cieszyły się szerokim zainteresowaniem społeczeństwa, dla którego było to zbyt abstrakcyjne zagadnienie. Z kolei liczne problemy techniczne towarzyszące badaniom kosmosu sprawiają, że agencja nie może pochwalić się spektakularnymi osiągnięciami, które zapewniłyby jej wystarczające poparcie opinii publicznej i rządu dla przyszłych projektów. Wszystko to sprawiło, że przez całe lata 90. budżet agencji stale się kurczył. W odpowiedzi na działania Kongresu, dziewiąty administrator NASA Daniel Goldin przedstawił nowy szybszy, lepszy, tańszy plan działalności agencji, który umożliwił NASA obcięcie kosztów przy jednoczesnym zachowaniu szerokiego wachlarza programów kosmicznych (program Discovery). Plan ten został jednak skrytykowany i ponownie rozpatrzony po stratach, jakich doznała NASA (Mars Climate Orbiter i Mars Polar Lander) w 1999 r. Katastrofa promu Columbia z 2003 r., w której zginęła cała siedmioosobowa załoga (sześciu Amerykanów i jeden Izraelczyk), spowodowała 29-miesięczną przerwę w lotach wahadłowców i dogłębną analizę dotychczasowych priorytetów NASA. Administracja rządowa, środowisko naukowców i opinia publiczna poddały publicznej dyskusji przyszłość programu lotów kosmicznych.

Przyszłość NASA
              Obecnie NASA prowadzi badania powierzchni Marsa i Saturna, a także obserwację Słońca. Inne sondy są aktualnie w trakcie lotu na Merkurego i Plutona. Misje mające na celu badanie Jowisza znajdują się dopiero w fazie planowania. Natomiast należąca do NASA Jet Propulsion Laboratory (JPL) w Pasadenie organizuje misję lądownika Phoenix, który został wystrzelony 4 sierpnia 2007 r., a na Marsie wylądował 27 maja 2008 r. Misja ta ma na celu odnalezienie przypuszczalnych koryt rzecznych na biegunie Marsa. Oprócz tego lądownik ma wykonać również kilka eksperymentów (w tym niektórych zaplanowanych wcześniej dla nieudanego projektu Mars Polar Lander z 1999 r.). Z kolei łazik Mars Science Laboratory, który znajduje się obecnie w trakcie budowy, ma zostać wystrzelony na czerwoną planetę w 2009 r. W ramach misji New Horizons NASA wystrzeliła w 2006 r. sondę kosmiczną, która planowo ma w 2015 r. dotrzeć do Plutona. Sonda uzyskała tzw. asystę grawitacyjną od Jowisza w lutym 2007 r. i rozpoczęła przeszukiwanie niektórych z księżyców planety oraz sprawdzanie niektórych urządzeń wewnętrznych podczas trwania lotu.

Źródło: Wikipedia (na licencji GNU FDL)


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.