Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NASA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NASA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 grudnia 2011

Alternatywa dla Ziemi

Naukowcy odkryli drugą Ziemię! Czy czeka nas przeprowadzka?
Naukowcy odkryli drugą Ziemię! Czy czeka nas przeprowadzka?

              Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA potwierdzili odkrycie planety w "strefie warunków sprzyjających powstaniu życia" . Planetę odkryto dzięki teleskopowi Keplera - poinformowała agencja na swojej stronie internetowej.
              Określenia "strefa warunków sprzyjających powstaniu życia" (ang. habitable zone) naukowcy używają, gdy na planetach krążących wokół jakiejś gwiazdy mogą panować warunki umożliwiające powstanie, utrzymanie i rozwój organizmów żywych. Za najistotniejszy warunek uważa się istnienie ciekłej wody.
              Planeta Kepler-22b jest odległa od Ziemi o 600 lat świetlnych. Jej promień jest około 2,4 razy większy od promienia Ziemi, a swoją gwiazdę obiega w 290 dni. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, czy powierzchnia planety jest skalista, gazowa czy płynna. Sugerują za to, że panuje tam temperatura ok. 22 st. C. - sprzyjająca istnieniu wody. Jej gwiazda przypomina nieco nasze Słońce, choć jest od niego mniejsza i chłodniejsza. Planeta Kepler-22b jest najmniejszą jak dotąd odkrytą, krążącą po orbicie wpisującej się w sam środek "strefy warunków sprzyjających zaistnieniu życia" wokół gwiazdy podobnej do naszego Słońca. "To wielki krok na drodze do znalezienia bliźniaczej Ziemi" - ocenił jeden z badaczy realizujących program Kepler w waszyngtońskiej centrali NASA, Douglas Hudgins.
(fot. NASA/Ames/JPL-Caltech)

              Kepler-22b jest pierwszą planetą o potwierdzonej tożsamości z grupy 54 kandydatów na planety, o których naukowcy z NASA informowali w lutym 2011 r. To tylko kwestia czasu, kiedy usłyszymy o kolejnych potwierdzeniach istnienia "drugich Ziem" - uważają eksperci. Nową planetę wypatrzył Kepler - teleskop nastawiony na odkrywanie planet i kandydatów do tego miana. Urządzenie to mierzy zmiany jasności ponad 150 tys. gwiazd. Takie zmiany mogą być sygnałem tzw. tranzytu - przejścia planety na tle obserwowanej gwiazdy. Aby zweryfikować sygnał, teleskop Kepler musi zaobserwować co najmniej trzy takie tranzyty.

"Wraz z wykryciem tej planety los się do nas uśmiechnął" - uważa William Borucki z NASA Ames Research Center w Moffett Field (Kalifornia), kierujący zespołem, który odkrył planetę Kepler-22b. "Pierwszy tranzyt, jaki dostrzegliśmy, trafił się zaledwie w trzy dni po tym, jak sygnalizowaliśmy sprawność sondy. Ostatni, trzeci tranzyt, zaobserwowaliśmy po sezonie wakacyjnym 2010" -powiedział. Zaangażowani w projekt Kepler naukowcy korzystają z teleskopów naziemnych i z Kosmicznego Teleskopu Spitzera. Sprawdzają one wyniki obserwacji teleskopu Keplera, który "kandydatów na planety" wypatruje na pograniczu gwiazdozbiorów Łabędzia i Lutni.
               Już wcześniej badacze realizujący projekt Kepler informowali o wykryciu 1 094 nowych obiektów - kandydatów na planety. Od lutego, kiedy po raz ostatni opublikowano ich spis, liczba kandydatów na planety wskazanych dzięki Keplerowi wzrosła i wynosi dziś 2 326. W tej grupie aż 207 obiektów ma wielkość podobną do Ziemi, 680 jest większych (określa się je mianem "super Ziemia"), 1 181 przypomina wielkością Neptuna, 203 - Jowisza, a 55 jest od niego większych. Odkrycia, których dokonano dzięki obserwacjom trwającym od maja 2009 r. do września 2010 r. świadczą o tym, że planet podobnych do Ziemi może być w kosmosie więcej, niż przypuszczano. Informacje na temat nowej planety pojawią się w periodyku "Astrophysical Journal". PAP/zan/agt/ Reuters/wptv

niewiarygodne.pl

niedziela, 11 grudnia 2011

UFO: Incydent z Kecksburga

UFO: Incydent z Kecksburga

Kecksburg UFO Incident
Rekonstrukcja wyglądu obiektu z Kecksburga

              Jednym z mniej znanych incydentów z UFO w roli głównej jest zdarzenie, które miało miejsce w Kecksburgu w amerykańskim stanie Pensylvania 9 grudnia 1965 roku. Tego dnia wieczorem zaobserwowano wielką ognistą kulę przelatującą po niebie nad sześcioma stanami w USA oraz nad Ontario w Kanadzie. Obiekt pozostawił za sobą długą smugę, a niedługo później mieszkańcy stanu Pennsylvania usłyszeli głośny huk. Kilka dni później media donosiły o upadku meteoru.
              Mieszkańcy małej miejscowości Kecksburg utrzymywali jednak, że w pobliskim lesie doszło do upadku jakiegoś nieznanego obiektu. Donoszono o obserwacji lądującego obiektu oraz ciągnącej się za nim smudze dymu. Mieszkańcy Kecksburga natychmiast zaalarmowali władze. Na miejsce ściągnięto straż pożarną. Strażacy donosili później, że znaleźli w lesie obiekt w kształcie żołędzia, wielkości dużego Volkswagena. Według relacji strażaków, obiekt posiadał wygrawerowane napisy w nieznanym języku, przypominające egipskie hieroglify. Na miejscu prawie natychmiast zjawiło się wojsko, które ogrodziło i zabezpieczyło teren dookoła znaleziska. Mimo, iż widziana była ciężarówka wywożąca z lasu jakiś duży ładunek, wojskowi uparcie twierdzili, że "nie znaleziono absolutnie nic".

Kecksburg UFO Incident

              Przedstawiciele Armii oświadczyli później, iż obiekt w rzeczywistości był dużych rozmiarów meteorem, nie uciszyło to jednak spekulacji co do pochodzenia obiektu. Pojawiło się kilka teorii próbujących wyjaśnić jego pochodzenie. Według jednej z nich, były to szczątki radzieckiego bezzałogowej sondy kosmicznej Wenera 4. Inna teoria głosiła, że obiekt był pochodzenia pozaziemskiego.
Kecksburg UFO Incident
Rekonstrukcja wyglądu obiektu z Kecksburga

              Sprawa incydentu z Kecksburga do dziś budzi zainteresowanie. W 2003 roku kanał telewizyjny Sci Fi Channel zasponsorował naukowe badanie obszaru lasu pod Kecksburgiem oraz notatek dokonanych przez członków Stowarzyszenia na rzecz Wolności Informacji (Coalition for Freedom of Information). Najbardziej znaczące było odkrycie uszkodzenia drzewa, datowanego na 1965 rok, w miejscu w którym miał wylądować obiekt. Odkrycie dostarczyło fizycznego dowodu potwierdzającego fakt, iż faktycznie w tym miejscu wylądował jakiś obiekt (jednakże niektórzy naukowcy sugerowali, że uszkodzenie drzewa mogło powstać w wyniku oblodzenia). Prócz uszkodzonego drzewa nie znaleziono jednak nic więcej. Naukowcy badający ten obszar wykluczyli upadek meteoru - po meteorycie niewątpliwie pozostałby duży krater, nie mówiąc o uszkodzeniach roślinności.
Kecksburg UFO Incident
Rekonstrukcja wyglądu obiektu z Kecksburga

              W 2003 roku Amerykańska Agencja Kosmiczna opublikowała około 40 stron dokumentów na temat incydentu z Kecksburga, nie wniosły one jednak nic nowego do sprawy. Istnieją jednak zapiski w Błękitnej Księdze Sił Powietrznych, mówiące, że trzy zespoły zostały wysłane w celu zbadania tajemniczego upadku pod Kecksburgiem. Jednak także z Błękitnej Księgi dowiadujemy się, że "nie znaleziono nic".
              W grudniu 2005 roku NASA wypuściła oświadczenie, w którym tym razem stwierdzono, że obiekt z Kecksburga był "rosyjskim satelitą". Rzecznik NASA, Dave Steitz, stwierdził w oświadczeniu, że zapiski poczynione w trakcie badania obiektu zaginęły. Oświadczenie NASA przeczy oficjalnym tłumaczeniom Sił Powietrznych, jakoby obiekt z Kecksburga był meteorem.
              Wciąż jednak istnieją wątpliwości co do faktycznego pochodzenia obiektu. Główny naukowiec NASA, Nicholas Johnson, stwierdził w wywiadzie w 2003 roku, że według mechaników badających obiekt w 1965 roku żadna z jego części nie została wykonana przez człowieka. Johnson stwierdził także, że w tym dniu nie zaobserwowano żadnego satelity wchodzącego w ziemską atmosferę.
              Doszło nawet do procesu sądowego mającego wymusić na NASA odtajnienie dokumentów dotyczących incydentu z Kecksburga. Podczas procesu Steve McConnell, oficer łącznikowy NASA, powiedział, że przynajmniej dwa pudła dokumentów dotyczących tego incydentu zaginęły bez śladu, zaś Steve Gordon, główny badacz tego zdarzenia, który badał to zdarzenie przez wiele lat, stwierdził: "Nie mam wątpliwości, że rząd wie o wiele więcej, niż ujawnił społeczeństwu".

Opracował: Ivellios

"UFO: Incydent z Kecksburga" na Paranormalium

czwartek, 1 grudnia 2011

Apollo 11 a UFO

Czy Apollo 11 spotkał UFO na Księżycu?

              Według nieoficjalnie potwierdzonych meldunków, Neil Armstrong i Edwin "Buzz" Aldrin zobaczyli UFO tuż po historycznym lądowaniu na Księżycu w kapsule Apollo 11- 21 lipca 1969 roku. Pamiętam, że podczas transmisji telewizyjnej na żywo (oglądałem ją w Chicago) usłyszałem, jak jeden z astronautów mówił o "świetle" w pobliżu krateru lub w jego obrębie. Z Centrum Kontroli Lotów w Houston nadeszło pytanie o dalsze informacje. Potem nic już nie było słychać. W 1979 roku Maurice Chatelain, niegdyś specjalista od łączności w NASA, potwierdził, że Armstrong rzeczywiście meldował o spostrzeżeniu dwóch UFO na obrzeżu krateru. Ujawnił wówczas: "Zdarzenie to było powszechnie znane w NASA, ale aż dotąd nikt o nim nie mówił".

              Ponoć radzieccy naukowcy jako pierwsi potwierdzili ten fakt. Doktor Władimir Ażaża, fizyk, profesor matematyki na Uniwersytecie Moskiewskim, powiedział. "Według naszych informacji" o spotkaniu zameldowano tuż po wylądowaniu kapsuły. Neil Armstrong przekazał do Centrum Kontroli Lotów wiadomość, że dwa wielkie tajemnicze obiekty obserwowały ich w pobliżu kapsuły tuż po wylądowaniu.

Ale ten meldunek nigdy nie został podany do publicznej wiadomości, ponieważ NASA nałożyła na niego embargo". Według innego radzieckiego uczonego" doktora Aleksandra Kazancewa, Buzz Aldrin nakręcił z wnętrza lądownika kolorowy film przedstawiający oba UFO. Filmował je także po wyjściu, wraz z Armstrongiem, na zewnątrz. Doktor Ażaża twierdzi, że UFO odleciały kilka minut po tym, jak astronauci stanęli na powierzchni Księżyca.

              Maurice Chatelain potwierdził, że transmisja radiowa Apolla 11 została kilkakrotnie przerwana, żeby zataić te informacje przed światem. Rzecznik NASA John McLeaish zaprzeczył jakoby agencja cenzurowała przekaz radiowy z Apolla 11. Przyznał natomiast, że nastąpiło niewielkie opóźnienie w transmisji z powodu przetwarzania głosu przez sprzęt elektroniczny.

              Warto przy okazji tego sensacyjnego oświadczenia Chatelaina przypomnieć jego ogromne doświadczenie i zdolności oraz długi staż w przemyśle związanym z lotami kosmicznymi. Po przeniesieniu się z Francji do USA pracował jako inżynier elektronik w firmie Convair specjalizującej się w telekomunikacji, telemetrii i radarach. W 1959 roku przewodził grupie badającej zjawiska elektromagnetyzmu, pracującej nad unowocześnieniem systemów radarowych i telekomunikacyjnych Ryana. Wśród jego jedenastu patentów był automatyczny radarowy system lądowania, uruchamiający rakietowe silniki hamujące na określonej wysokości. Zastosowano go w lotach Rangera i Surveyora na Księżyc. Później, już w North American Aviation, zlecono Chatelainowi zaprojektowanie i stworzenie systemu łączności i przetwarzania danych w programie Apollo.
Chatelain twierdzi, że "wszystkie loty Apolla i Gemini były śledzone, z oddali i z bliska, przez kosmiczne statki pozaziemskie - latające spodki czy też, jeśli wolicie - UFO. Za każdym razem astronauci informowali o tym Centrum Kontroli Lotów, które nakazywało wówczas absolutne milczenie". I dalej :

Sądzę, że to właśnie Walter Schirra na pokładzie Mercurego 6 po raz pierwszy użył kryptonimu "Święty Mikołaj" na określenie obecności latających spodków w pobliżu kapsuły. Jednakże opinia publiczna nie przywiązywała wielkiej wagi do jego oświadczenia. Nieco inaczej było, gdy Janmes Lovell na pokładzie kapsuły Apolla 8 wynurzył się spoza Księżyca i powiedział coś, co wszyscy słyszeli : "Poinformowano nas, że Święty Mikołaj naprawdę istnieje!". I chociaż miało to miejsce w Boże Narodzenie l968 roku, wielu ludzi odniosło wrażenie, że słowa te zawierają ukryty sens...

Spytałem doktora Paula Lowmana z Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda, co sądzi o historii Apolla 11. Odparł:

Większość komunikatów załogi Apolla była opóźniona ze względu na odległość między Ziemią a Księżycem. Wciąż nie mogę zrozumieć ludzi, którzy twierdzą, że ukrywamy fakt obecności istot pozaziemskich na Księżycu. Potwierdzenie choćby tylko przez radio istnienia innego życia w kosmosie byłoby największym naukowym odkryciem wszech czasów. Nie ma w tym cienia przesady. Pomysł, że jakaś cywilna agencja, na przykład NASA, działająca na widoku publicznym, mogłaby ukrywać coś takiego, jest absurdalny. Nawet gdyby chciała to zrobić, trzeba by zażądać przysięgi dochowania tajemnicy nie tylko od kilkunastu astronautów którzy lądowali na Księżycu, lecz również od setek inżynierów, techników i sekretarek, bezpośrednio zaangażowanych w misję i łączność.

              Jednakże sama NASA przyznaje, że nie cały przekaz rozmów między astronautami a kontrolą naziemną jest powszechnie dostępny. John McLeaish, szef Publicznej Informacji w Centrum Lotów Załogowych (obecnie Centrum Kosmiczne im. Lyndona B. Johnsona) w Houston, tłumaczył mi w 1970 roku, że choć nie ma dzielonej częstotliwości dla rozmów astronautów z Centrum Kontroli Lotów, to jednak rozmowy w sprawach osobistych, np. "dotyczących kwestii zdrowotnych", są przełączane na specjalny kanał:

Jeśli astronauta prosi o prywatną rozmowę lub gdy przeprowadzenie takiej rozmowy uznane zostaje za konieczne przez władze na Ziemi, transmituje się ją na tej samej częstotliwości fal krótkich, co normalnie, lecz przez inne obwody foniczne na Ziemi; i w przeciwieństwie do innych rozmów powietrze- Ziemia ze statkami kosmicznymi - nie udostępnia ogółowi.

              Pogłoski na temat misji Apolla 11 nie cichną. W 1988 roku emerytowany major Colman VonKeviczky, badacz z Nowego Jorku, dowiedział się od współpracownika Neila Amstronga, że po pokonaniu jednej czwartej drogi do Księżyca załoga Apolla widziała i sfotografowała trzy obiekty w bliskiej odległości od pojazdu kosmicznego. lnformator VonKeviczky'ego twierdzi jeszcze coś innego, znacznie bardziej niewiarygodnego: na pokładzie tych obiektów widziano postacie obcych istot, a w chwili, gdy kapsuła Eagle podchodziła do lądowania, trzy (a nie dwa, jak zwykle donoszono) takie obiekty znajdowały się już na powierzchni Księżyca, a obcy z nich wyszli. Armstrong podobno nie zastosował się do poleceń z Houston, żeby nie opuszczał kapsuły, za co został potem usunięty z programu lotów kosmicznych.

              Znajomy, który poprzednio służył w wywiadzie brytyjskiej armii, dostarczył mi coś, co może potwierdzić historię Apolla 11 . Nie mogę ujawnić nazwiska informatora ani daty i miejsca, gdzie odbyła się poniższa rozmowa, podsłuchana, a następnie potwierdzona przez tego znajomego. Wiem, że w ten sposób narażam się na zarzut fabrykowania materiału bądź też, że sam padłem ofiarą mistyfikacji. Mimo to uważam, że dialog ten należy przytoczyć.

              Podczas sympozjum NASA mój znajomy zajmował pokój hotelowy sąsiadujący z pokojem Armstronga. Pewien profesor (nazwisko jest mi znane) odbył szczerą rozmowę z astronautą w tym właśnie pokoju. Oto fragment tej rozmowy:

PROFESOR: Co naprawdę zdarzyło się po wylądowaniu Apolla 11?
ARMSTRONG: To było niewiarygodne [...], rzecz jasna zawsze wiedzieliśmy, że istnieje taka możliwość [...], faktem jest, że nas ostrzegano, żeby nie iść dalej. Wówczas nie było mowy o stacji kosmicznej lub księżycowym mieście.
PROFESOR: Co pan rozumie przez: "ostrzegano, żeby nie iść dalej"?
ARMSTRONG: Nie mogę mówić o szczegółach, z wyjątkiem tego, że ich statki znacznie przewyższały nasz pod względem wielkości i technologii rany, ależ one były wielkie [...] I groźne. [...] Nie, co do stacji kosmicznej, nie ma kwestii.
PROFESOR: Ale NASA wysyłała inne statki już po Apollu 11 ?
ARMSTRONG: Naturalnie . NASA była zdecydowana i nie chciała ryzykować paniki ma Ziemi [...] ale tak naprawdę były to tylko skoki w przestrzeń i zaraz z powrotem do domu...

Później, gdy mój znajomy powiedział Armstrongowi, że podsłuchał rozmowę, ten potwierdził, że historia była prawdziwa, ale odmówił podania szczegółów, z wyjątkiem tego, że za utajnieniem kryje się CIA.

A co Armstrong miał do powiedzenia oficjalnie? W odpowiedzi na mój list stwierdza tylko: "Pańskie wiarygodne źródłoŤ nie jest wiarygodne. Nie było meldunków o żadnych obiektach znalezionych lub widzianych na Księżycu przez załogę Apollo 11 lub inne załogi, poza zwykłymi, naturalnymi zjawiskami. Wszelkie obserwacje podczas każdego lotu Apolla były przekazywane jawnie".

              Uzupełnienie historii Apolla 11 stanowi wstrząsający meldunek hiszpańskiego pilota José Antonia Silvy. Podczas konferencji w Victorii, w Hiszpanii, Silva miał podobno powiedzieć : "W trakcie jednego z lądowań [nie powiedziano, którego] na Księżycu miałem okazję przebywać w stacji naziemnej [NASA] w Fresdenillas i słyszeć, jak jeden z astronautów [...] meldował o przybyciu kilku istot - lub pojazdów - które, według Amerykanów, widziano dzień wcześniej na powierzchni Księżyca".

Dyrektor stacji naziemnej wyprosił Silvę z pomieszczenia kontroli lotów i zakazał mu wspominać prasie o tym, co usłyszał.

autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska

Artykuł pochodzi ze strony www.paranormalium.pl
"Czy Apollo 11 spotkał Nol-e na Księżycu?" na Paranormalium

poniedziałek, 28 listopada 2011

Rok 2012 - to już koniec?

2012

PRAWDA O ROKU 2012 - to rzecz wielka prawda o tym roku.

              Chyba każdy z nas słyszał o tym, że w roku 2012 nastąpi koniec świata. Huczy o tym cała sieć, mówią o tym w mediach. Nakręcana jest spirala przerażenia, która wydaje się nie mieć końca. Aktualnie znane są już dziesiątki najróżniejszych przepowiedni odnośnie daty 2012, wszystkie mówią o zagładzie a tylko mała ich część o „zmianie”. Ile w tych przepowiedniach jest prawdy? Przekonajmy się!
Interpretacja kalendarza majów który kończy się 21.12.2012 r
              Według tak zwanych proroków, w tym właśnie czasie Majowie przepowiedzieli zagładę świata. Prawdą jest jednak że Majowie nie przepowiedzieli zagłady świata a koniec kolejnej epoki! Interpretacje tej przepowiedni są najróżniejsze, ale skupmy się na faktach! Kalendarze majów opierały się na niesamowicie dokładnych badaniach nieba, kolejne okresy w ich kalendarzach oznaczają wejście naszego układu słonecznego, w nową epokę astronomiczną! Aktualnie znajdujemy się w astrologicznym gwiazdozbiorze ryb, koniec kalendarza majów wyznacza okres w którym przejdziemy w astronomiczny okres wodnika. Oznacza to wyłącznie, że zmienia się położenie równika niebieskiego na tle sfery niebieskiej! Nie ma to więc żadnego znaczenia dla życia na naszej planecie!

Nibiru. Planeta zagłady!
              To jedna z moich ulubionych bujd. Istnieje sumeryjski mit o tzw. planecie przejścia, nie będę już go tu przedstawiał w oryginale, podam za to co przeróżni prorocy naszych czasów podają za fakty o tej planecie, oraz co ma do powiedzenia na jej temat Starszy Naukowiec w Instytucie Astrobiologii NASA , i Interim Director w NASA Lunar Science Institute, pan David Morrison. Z którym specjalnie dla tego artykułu przeprowadziłem wywiad.

Pierwszym „faktem” podawanym przez tych proroków jest istnienie takiej planety i fakt jej obserwacji! Ponoć od zeszłego roku widoczna jest z półkuli południowej! - Nie jest to prawdą!

Planeta którą można obserwować od zeszłego roku na półkuli południowej to planeta karłowata nazwana przez astronomów Eris, planeta ta w żadnym wypadku nie odpowiada opisywanej Nibiru!

Ja - Czy Eris to Nibiru?
D.M- Nie. Eris (jak Pluton) jest planetą karłowatą z zewnątrz naszego układu słonecznego. Nibiru po prostu nie istnieje.
Ja- Czy istnieje jakikolwiek znany nam obiekt który mógłby być Nibiru?

D.M- Nie

Nibiru zderza się z ziemią co 3600 lat! - Tej bujdy tłumaczyć nie trzeba, mam nadzieję że każdy z czytających ma wystarczająco wyobraźni by domyślić się że dwa ciała astronomiczne tej wielkości nie mogą się zderzać więcej niż raz!

Nibiru uderzy w ziemię w roku 2012! - Wiemy już że nie istnieje żaden, obiekt który mógłby być, opisywaną w przepowiedniach Nibiru. Postanowiłem zapytać jednak czy istnieje jakikolwiek obiekt większy niż asteroida który może zagrozić ziemi.

Ja- Czy jakakolwiek planeta lub planeta karłowata może zderzyć się z ziemią w roku 2012?

D.M- Nie. Wszystkie planety są w stabilnych orbitach.

Nibiru pociągnie za sobą warkocz komet które zniszczą ziemię!- Wielu „proroków” twierdzi że Nibiru mijając ziemię spowoduje, że lecące za nią obiekty wytrącone z pasa asteroid uderzą w ziemię. Jeszcze inni twierdzą że przechodząc pomiędzy ziemią a słońcem wytrąci nas z grawitacyjnych ryzów i wyrzuci z orbity! Na niektórych filmach i w artykułach pojawia się zdjęcie Sedny kolejnej planety karłowatej (w rzeczywistości nie została ona sklasyfikowana jeszcze jako planeta karłowata, astronomowie wahają się czy nie jest dużą planetoidą) dlatego postanowiłem zapytać i o nią.

Ja- Jak długo będziemy czekać aż Eris zbliży się do najbliższego punktu do słońca. I czy przetnie ona orbitę którejkolwiek z planet?

D.M.- Eris nigdy nie zbliży się bardziej niż na odległość około 6 bilionów metrów od słońca.(4,43 bilionów metrów to najmniejsza odległość Plutona od słońca przyp. autora) Eris jak każda planeta karłowata jest bardzo mała, bardzo odległa, i bardzo słabo widoczna. (co powoduje że przy tak krótkim okresie obserwacji ciężko przewidzieć datę dotarcia do tego pkt. Ja jednak pokusiłem się o skorzystanie z programu symulującego ruch ciał niebieskich „mitaka” by sprawdzić kiedy na oko to nastąpi. Nikt z nas nie dożyje tego dnia, bo według aktualnych danych stanie się to w okolicach 2265r przypis. autora)

Ja- Czy Sedna jest aktualnie w najbliższym punkcie od słońca?

D.M- Sedna również ma stabilną orbitę i nie zbliża się do słońca.
Nibiru jest Brązowym karłem! (Pozostałość po słońcu, gazowa planeta nie wielkich rozmiarów i o potężnej masie. Przyp. Autora) – Są wśród tych „proroków” tacy którzy twierdzą że zagraża nam wygasła gwiazda która zbliżając się do naszego układu, pod wpływem słońca zapłonie na nowo i zaistnieje ponownie jako gwiazda, zmieniając trajektorie planet w naszym układzie, bądź spowoduje wielkie katastrofy na ziemi. Są to również bujdy.

Ja- Czy jest jakikolwiek obiekt w systemie słonecznym który mógłby być brązowym karłem?
D.M.- Nie. Jeśli by był, został by odkryty dekady temu dzięki obserwacji nieba w podczerwieni z przestrzeni kosmicznej.

Przebiegunowanie ziemi.

              W wielu przepowiedniach na rok 2012, powtarza się informacja o przebiegunowaniu ziemi. Wielu interpretatorów próbuje przekonać nas że przebiegunowanie ziemi zachodzi co jakiś czas. Jest to przeinaczanie faktów, Przebiegunowanie ziemi ani innej planety jest nie możliwe i nigdy nie miało miejsca. To o czym powinniśmy rozmawiać i o czym wspomina nauka to przebiegunowanie magnetyczne ziemi. Niejeden czytający zapyta: Jaka jest różnica? Pierwszy oznaczał by odwrócenie się planety „do góry nogami” drugi oznacza zmianę pola magnetycznego.

              Przebiegunowanie magnetyczne ziemi spowoduje nieopisane katastrofy!- W wielu przepowiedniach pojawiają się informację jakoby to wydarzenie miało spowodować powstanie potężnych fal wody z oceanu, trzęsienia ziemi na niespotykaną skalę, zmianę orbity, zmianę kierunku ruchu. Są to wszystko bujdy. Ponadto zmiana kierunku ruchu obrotowego bądź jego zanik jak podają niektóre źródła, miały by spowodować w. w. katastrofy a prorocy ci podają nam sposoby jak się uchronić! Znając prawo zachowania pędu każdy z nas może wyobrazić sobie że gdyby obiekt poruszający się z prędkością 1.6655 km/h (Prędkość obrotu na równiku przyp. Autora) nagle się zatrzymał wszystko co na nim stoi wystrzeliło by w przestrzeń, ale jest to i tak teoria gdyż zajście takie nie ma prawa nastąpić!

--
Stopka
Jestem taki, wiem o nauce i wszechświecie.


Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.

niedziela, 27 listopada 2011

Nadmuchiwane roboty

Nadmuchiwane roboty na Marsie

Autorem artykułu jest TwojRobot.pl

              Nadmuchiwane roboty na Marsie ,Naukowcy z Aerospace skonstruowali armię napełnianych powietrzem, kulistych robotów, która w niedalekiej przyszłości może eksplorować powierzchnię Marsa oraz innych planet. "Nasze nadmuchiwane łaziki są lekkie.

Nadmuchiwane roboty na Marsie ,,Naukowcy z Aerospace skonstruowali armię napełnianych powietrzem, kulistych robotów, która w niedalekiej przyszłości może eksplorować powierzchnię Marsa oraz innych planet.

"Nasze nadmuchiwane łaziki są lekkie, potrafią pokonywać duże odległości, wykorzystują bardzo niewiele energii i będą naprawdę tanie," - powiedział Fredrik Bruhn z Aerospace, inicjator projektu. "Raz naładowane baterie pozwolą łazikowi pokonać 100 kilometrów."

              Naukowcy jako pierwsi zaproponowali formę kulistego łazika o średnicy 30 centymetrów,
który sam nadmuchuje się po lądowaniu gazem ksenonowym.
Natomiast po wypuszczeniu gazu i złożeniu, kulisty łazik zajmuje połowę miejsca potrzebnego na konwencjonalny kołowy łazik, zawierając przy tym to samo instrumentarium.
Technologia ta umożliwi wyposażenie lądowników marsjańskich NASA Spirit i Opportunity
w mini-łaziki, które posłużą do eksplorowania nowych obszarów badań.

              Bruhn jest przekonany o powodzeniu projektu, gdyż większy, choć nie nadmuchiwany,
robot kulisty zbudowany przez szwedzkie Rotundus, działa i radzi sobie świetnie.
Testowany jest przez firmę Saab pod kątem wykorzystania w ochronie i nadzorze.
"Może skutecznie patrolować duże obszary, takie jak porty, poruszać się po śniegu,
piasku, czy żwirze," - powiedział Bruhn. "Dzięki kulistemu kształtowi,
ma tylko jeden punkt styku z ziemią, co redukuje opory niemalże do zera.
Jest najefektywniejszy kształt do poruszania się po różnych, nieprzewidywalnych powierzchni."

              Konstrukcja składa się nadmuchiwanej skorupy zrobionej z poliaryletereterketonu (PEEK), bardzo wytrzymałego tworzywa sztucznego wykorzystywanego powszechnie przemyśle kosmicznym, odpornego na ekstremalnie wysokie temperatury.
Wewnątrz znajduje się metalowa oś, do której za pomocą wahadła przymocowana jest cała elektronika.
Wahadło jest elementem kluczowym, gdyż stanowi element mechanizmu napędowego.
Gdy silnik porusza wahadło do przodu, kula podąża za nim, by zrównoważyć środek ciężkości. Sterować łazikiem można dzięki poruszaniu wahadłem na boki. Kula czerpie swoją energię z cienkiej powłoki składającej się z heksagonalnych paneli słonecznych, co nadaje jej wygląd piłki nożnej.

              Mechanizm generujący ultradźwiękowe wibracje wewnątrz kuli pozwala je strząsnąć z powierzchni kurz i utrzymać ją w czystości. Czujnik atmosfery, kamery i chwytaki ukryte są wewnątrz skorupy.
Dodatkowo powłoka kuli pokryta jest elektrodami, które służą do badania własności elektrycznych, jak przewodnictwo, czy rezystancja. Po znalezieniu potencjalnie interesującego obszaru, łazik przesyła zebrane informacje drogą radiową do lądownika, albo satelity.

               Zespół Bruhna, składający się z inżynierów Uppsala University oraz NASA Jet Propulsion Laboratory, rozważa dwa scenariusze lądowania. W pierwszym, lądownik nadmuchuje i wypuszcza łaziki już będąc na powierzchni.

"Będą stanowiły znakomite uzupełnienie robotów kołowych.Podróżują z prędkością do 30 kilometrów na godzinę po piaszczystych, czy twardych powierzchniach, dostarczają naukowcom o wiele więcej informacji," - powiedział Bruhn.

              Drugi scenariusz przewiduje, że łaziki zostaną nadmuchane jeszcze na orbicie Marsa
i wystrzelone w atmosferę.

źródło: twojrobot.pl



Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Sputnik kontra Explorer

Wyścig do gwiazd, cz.1 - Sputnik kontra Explorer

Autorem artykułu jest Maurycyszuran

              Stany Zjednoczone i Związek Radziecki po drugiej wojnie światowej zachowywały się wobec siebie jak dwa stroszące ogony pawie. Przepychanki miały miejsce również w branży lotniczej - której badania nad możliwościami podróży w kosmos stały się polem zaciętej rywalizacji. Stawką był honor.

              Obecnie branża lotnicza korzysta z osiągnięć naukowców z NASA - pośrednio dzięki nim mamy do dyspozycji bezpieczne tanie linie lotnicze, a każdy z nas bilety lotnicze może kupić dosłownie w jednej chwili. Jednak wydaje się, że "tanie latanie" i inne korzyści uzyskaliśmy zupełnie przypadkowo. Nie sposób przecenić znaczenia podboju kosmosu dla branży lotniczej, choć można kwestionować motywy, które pierwotnie stały za tymi niezwykłymi osiągnięciami.

              Termin "wyścig do gwiazd", czy też "wyścig kosmiczny", odnosi się do działań prowadzonych przez rządy USA i ZSRR w latach 1957 - 1975. Ich celem było poczynienie jak najszybszych i jak najbardziej znaczących postępów w podboju kosmosu. Motywacją uczestniczących w rywalizacji krajów stała się chęć udowodnienia wyższości nad przeciwnikiem.

              Początków "wyścigu do gwiazd" mozna jednak upatrywać jeszcze wcześniej - w działaniach III Rzeszy. Nazistowscy naukowcy rozwinęli bowiem technologię pocisków dalekiego zasięgu, której przejęcie przez siły amerykańskie i rosyjskie dało podwaliny pod konstrukcję pojazdów poruszających się się w przestrzeni kosmicznej.

              Początkiem rywalizacji stały się oświadczenia. Zarówno USA, jak i ZSRR ogłosiły w połowie lat 50., że zamierzają jeszcze przed końcem dekady umieścić na orbicie swoje satelity. Razem z chęciami przyszły obawy: czy obiekt okrążający Ziemię nie będzie naruszał przestrzeni powietrznej, dając wymówkę drugiej stronie do zaatakowania? Strony doszły jednak do wniosku, że przestrzeń danego kraju nie rozciąga się poza ziemską atmosferę, toteż prace ruszyły pełną parą.

              Pierwsze zwycięstwo w kosmicznym wyścigu należało do Rosjan, to oni bowiem umieścili na orbicie swojego satelitę Sputnik 1 na długo przed Amerykanami. W efekcie prezydent Eisenhower kazał przyspieszyć prace i już wkrótce USA podjęły próbę wystrzelenia własnego satelity. Próba była transmitowana na żywo i okazała się ogromną porażką. Wskutek usterki satelita Vanguard TV3 pozostał na powierzchni ziemi. Dopiero w cztery miesiące później kolejna próba - tym razem z satelitą Explorer 1 - zakończyła się sukcesem. Ale to był dopiero początek wyścigu...

Ciąg dalszy nastąpi


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Azja w kosmosie

Azja w kosmosie

Autorem artykułu jest Anna Nowak

              NASA to najbardziej znana na świecie agencja kosmiczna - to wiedzą wszyscy. Jednak stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nie stanowi ona jedynego przedsięwzięcia tego typu.

             Swoją agencję mają również Rosjanie i Francuzi, a od niedawna poważnym graczem na polu eksploracji kosmosu stali się także Chińczycy.

              Czy chodzi o wakacje w nietypowym miejscu, o wyprawy mające znaczenie dla biznesu lub dla nauki - eksploracja kosmosu otwiera przed ludzkością wiele ciekawych perspektyw. Wiedzą o tym wszyscy, ale tylko bogate i wpływowe kraje mogą włączyć się do wyścigu do gwiazd.

              Chiny ogłosiły swój program kosmiczny juz w 1956 r. Pierwszym celem azjatyckich komunistów stało się umieszczenie na orbicie okołoziemskiej sztucznego satelity. Wszystko miało odbywać się we współpracy z ZSRR, lecz rozłam tych dwóch państw uniemożliwił wykonanie planu na czas.
              Choć osiągnięcie tego celu zaplanowano na 1959 r., to pierwszy chiński satelita został pomyślnie wystrzelony w kosmos dopiero w roku 1970. Wówczas trudno przestały się piętrzyć i do dziś Chińska Republika Ludowa zdołała umieścić na orbicie ziemskiej ponad trzydzieści satelitów.

              Program lotów załogowych - zwany Shenzhou - został uruchomiony stosunkowo późno, bo dopiero w 1992 r. Zarówno ludność Chin, jak i światowi obserwatorzy nie zareagowali na niego z entuzjazmem. Pojawiły się głosy, że Chiny mają ważniejsze priorytety niż eksploracja przestrzeni kosmicznej - pieniądze można było spożytkowa o wiele lepiej niż na trudne i z pewnością nie tanie loty.
              Chińczycy jednak nie poddają się - wysłali już w kosmos swoich astronautów, a już wkrótce zamierza także wystrzelić ich na Księżyc. Znaczenie tego sukcesu jednak zblednie, jeśli Azjatom powiedzie się kolejny plan, czyli eksploracja Marsa. Loty bezzałogowe zaczną się odbywać w ciągu najbliższych pięciu lat, zaś pierwsza ekipa powinna wylądować na Czerwonej Planecie już w 2040 r.

              Chińczycy są niewątpliwie ambitni. Posiadają również środki na realizację swoich planów, dzięki czemu na polu eksploracji kosmosu tworzy się coraz większa konkurencja. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela któregokolwiek z krajów? Być może to, że za kilkanaście lat będzie mógł spędzić wczasy na Księżycu. Przygotujcie swoje kosmiczne skafandry - przyszłość nadchodzi!



Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Kosmos - ostatnia granica

Przekroczyć ostatnią granicę

Autorem artykułu jest Anna Nowak

              "Kosmos - ostatnia granica" - takimi słowami zaczynał się jeden z najpopularniejszych seriali science-fiction wszech czasów, czyli "Star Trek".Choć jest w nim trochę sporego ładunku banału i kiczu, nie ulega wątpliwości ze sformułowanie to ma sens.

Kiedy staniemy się zdolni do podróży międzygwiezdnych, już nic nie będzie nas ograniczało.

              Loty w kosmos w społeczeństwie Zachodu - jak również w większości innych cywilizacji świata - kojarzą się przede wszystkim z akronimem NASA. Niemal wszyscy wiedzą, że jest to "agencja kosmiczna", mająca siedzibę w Stanach Zjednoczonych i zajmująca się badaniami kosmosu. Niewielu zna jednak jej historię czy prawdziwy cel.

              NASA to inaczej National Aeronautics and Space Administration, czyli Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej - rządowa agencja USA utworzona w 1958 r. Jest ona odpowiedzialna za badanie kosmosu - zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych. Znaczenie NASA było szczególnie duże u początków jej istnienia, gdy trwał wyścig zbrojeń między USA a ZSRR. Wtedy to osiągi na polu eksploracji kosmosu miały znaczenie propagandowe. Przegrywający na tym polu z Sowietami Amerykanie potrzebowali dużego sukcesu - i osiągnięcie go umożliwiła własnie NASA. To ona bowiem wysłała pierwszych ludzi na księżyc. Stało się to w roku 1969. Od tamtej pory odbyto kilkadziesiąt lotów w przestrzeń kosmiczną - zawsze w celach badawczych. Wyprawy pozwoliły nam poznać warunki panujące w kosmosie, a w szerszej perspektywie - przybliżyły perspektywę eksploracji innych planet, np. w celach pozyskiwania surowców.

              Loty kosmiczne nie muszą być jednak wyłącznie wyprawami badawczo-naukowymi czy biznesowymi. Mars, a nawet odległe galaktyki są przecież ciekawym miejscem, w którym można by spędzić wczasy. Turyści mogą się wybrać w kosmos już dziś, lecz muszą mieć na uwadze, że nie będzie to tanie latanie. Miejsce pasażerskie w rakiecie NASA czy innej agencji kosmicznej kosztuje ponad milion dolarów - i jak dotąd na przyjemność zobaczenia naszej planety z oddali pozwoliło sobie tylko kilka osób. Jednak trwają prace nad budowa tzw. "samolotów kosmicznych", tzn. takich, które mogłyby przebić się przez atmosferę, nadal służąc jako środki transportu między dwoma miejscami na Ziemi.

              Marzenie fanów "Star Treka" z pewnością się ziści - jest to jedynie kwestia czasu. Poziom naszej technologii wciąż rośnie, a przecież już teraz jest możliwe zabieranie turystów na pokład promów kosmicznych. Koszty nadal są duże, lecz postęp technologiczny powinien skutecznie zmniejszyć go w ciągu najbliższych dziesięcioleci.


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Kosmiczny rower

Spacebike?

Autorem artykułu jest Martaqlik

              "Kosmiczny rower" pomoże astronautom zwalczyć dolegliwości zdrowotne i zachować formę podczas pobytu w przestrzeni. Będą oni mogli nawet wziąć wirtualny udział w Tour de France.

              Uczeni z Uniwersytetu Kalifornii stworzyli "kosmiczny rower". Przeznaczony dla astronautów sprzęt pomoże zapobiegać problemom zdrowotnym, związanym z pobytem w przestrzeni kosmicznej i brakiem grawitacji. W takich warunkach zanik mięśni czy kości, obniżenie się wydolności układu krążenia następują stosunkowo szybko.
              Model stworzony dla kosmonautów można porównać do wirówki. Przypomina on kręcące się koło. Rowerzystów jest dwóch - siadają naprzeciw siebie i pedałując, wprawiają się w ruch wirowy wokół osi. Powstająca podczas wirowania siła odśrodkowa wciska ich w siedzenia, naśladując efekt siły ciążenia.
              Zasada działania roweru kosmicznego opiera się na zasadzie dynamiki, według której każda akcja wywołuje reakcję. Rower wyposażony jest w system antywibracyjny, który nie pozwala na przenoszenie drgań powstających podczas ćwiczeń na strukturę statku kosmicznego.
Od momentu wysłania człowieka na Księżyc uczeni NASA pracowali nad urządzeniem, umożliwiającym utrzymać kondycję kosmonautów w przestrzeni. Próbowano do tego celu dostosować bieżnię czy rower do ćwiczeń.
              Zabranie roweru w kosmos wydawałoby się proste. "Działanie tradycyjnego roweru na stacji kosmicznej uniemożliwiał jednak brak grawitacji" - stwierdził specjalista Vince Caiozzo.
Pomysł stworzenia kosmicznego roweru, działającego nawet w warunkach braku grawitacji narodził się na początku lat 90. i pochodzi od chirurga-ortopedy, dr Arta Kreitenberga.
              Prototyp urządzenia projektu Kreitenberga powstał w fabryce rowerów górskich Cook Bros. Nazwano go Millenium Falcon. Rowerzysta zajmuje w nim pozycję horyzontalną. Testujący model członkowie kalifornijskiego klubu rowerowego stwierdzili, że jazda na nim jest wiele cięższa, niż na tradycyjnym, i może wywoływać nudności.



Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

sobota, 19 listopada 2011

NASA

National Aeronautics and Space Administration

Autorem artykułu jest Krzysiek K.

              NASA (pl. Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) - agencja rządu Stanów Zjednoczonych odpowiedzialna za narodowy program lotów kosmicznych, ustanowiona 29 lipca 1958 r. na mocy National Aeronautics and Space Act.

              W wyniku radzieckiego programu kosmicznego uwieńczonego wystrzeleniem pierwszego w historii świata sztucznego satelity (Sputnik 1) 4 października 1957 uwaga Stanów Zjednoczonych skierowała się ku własnym działaniom w tym zakresie. Kongres zaniepokojony realnym zagrożeniem ze strony ZSRR i możliwością utraty pozycji lidera w dziedzinie nowych technologii zaapelował do prezydenta Dwighta D. Eisenhowera oraz jego doradców o podjęcie bardziej stanowczych kroków mających na celu wsparcie i rozszerzenie programu badań kosmicznych. Kilka miesięcy ożywionej debaty doprowadziło do stworzenia wspólnego stanowiska określającego, że nowa agencja federalna powinna służyć prowadzeniu wszelkiej niewojskowej działalności w przestrzeni kosmicznej. W tym samym okresie została powołana do życia DARPA, a także wiele innych podobnych do niej programów kosmicznych, które wkrótce zostały włączone w zakres działalności NASA.

              Explorer-I (oficjalnie Satellite 1958 Alpha), czasem nazywany Explorer 1, był pierwszym okołoziemskim satelitą Stanów Zjednoczonych, wystrzelonym 2 stycznia 1958 r. o godzinie 10.48 czasu EST. 29 lipca 1958 r. prezydent Dwight D. Eisenhower podpisał National Aeronautics and Space Act, ustanawiając Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA). Gdy zaczynała ona działalność 1 października 1958 r., składała się z 4 laboratoriów i zatrudniała około 80 pracowników rządowej agencji badawczej NACA. Ogromne znaczenie dla włączenia się NASA do wyścigu kosmicznego miała technologia przejęta od niemieckiego programu budowy rakiet prowadzonego przez Wernhera von Brauna, który został po II wojnie światowej obywatelem Stanów Zjednoczonych. Dziś jest on uważany za ojca amerykańskiego programu kosmicznego. Do NASA zostały włączone elementy ABMA (której zespół von Brauna był częścią) oraz Naval Research Laboratory.

              Pierwsze programy NASA dotyczyły przede wszystkim załogowych lotów kosmicznych i były prowadzone w atmosferze rywalizacji między USA a ZSRR (wyścig kosmiczny) w okresie zimnej wojny. Program Mercury zapoczątkowany w 1958 r. miał na celu zbadanie czy człowiek jest w stanie przeżyć w przestrzeni kosmicznej. Poproszono więc przedstawicieli armii amerykańskiej o wzięcie udziału w projekcie NASA mającym na celu przeprowadzenie eksperymentalnego lotu statku powietrznego, który był rozwijany przez US Army już w latach pięćdziesiątych. Dzięki współpracy z istniejącymi wojskowymi ośrodkami badawczymi oraz pomocy technicznej udzielonej przez wojsko, 5 maja 1961 r. Alan Shepard, pilotując statek Freedom 7 podczas 15 minutowego lotu suborbitalnego został pierwszym Amerykaninem w kosmosie. John Glenn natomiast został pierwszym amerykańskim astronautą, który przebywał na orbicie Ziemi, gdy 20 lutego 1962 r. odbył ponad 5 godzinny lot w statku Friendship 7.

              Gdy projekt Mercury wykazał, że załogowe loty kosmiczne są możliwe, postanowiono uruchomić program Gemini, aby przeprowadzić eksperymenty i prace związane z wysłaniem misji na Księżyc. Pierwszy lot programu Gemini z astronautami na pokładzie (Gemini 3), którego dowódcą został Gus Grissom odbył się 23 marca 1965 r. Dziewięć kolejnych misji udowodniło, że człowiek jest w stanie żyć w statku kosmicznym dłuższy czas, a także że możliwe jest połączenie (dokowanie) z innym statkiem w przestrzeni kosmicznej. Loty programu Gemini dostarczyły również wielu danych medycznych dotyczących wpływu stanu nieważkości na ludzki organizm.

Program Apollo
              Program Apollo powstał w celu wysłania pierwszego człowieka na Księżyc i bezpiecznego sprowadzenia go na Ziemię. Misja Apollo 1 skończyła się tragiczną śmiercią astronautów, gdy podczas symulacji lotu wewnątrz modułu sterowania wybuchł pożar. Z powodu tego incydentu przeprowadzono później kilka prób bez udziału załogi, zanim ponownie wprowadzono ludzi na pokład statku kosmicznego. Apollo 8 i Apollo 10 zbadały orbitę Księżyca oraz przywiozły jego liczne fotografie. 20 lipca 1969 r. Apollo 11 z Neilem Armstrongiem, Michaelem Collinsem i Buzzem Aldrinem na pokładzie po raz pierwszy w historii wylądował na powierzchni Księżyca. Apollo 13, po awarii statku i walce o życie astronautów, przywiózł na Ziemię jedynie jego zdjęcia. Sześć misji, które wylądowały na srebrzystym globie, dostarczyło niezliczoną ilość danych naukowych i prawie 400 kilogramów próbek. Eksperymenty przeprowadzone przez astronautów obejmowały m.in. mechanikę gruntów, meteoroidy, sejsmologię, wymianę cieplną, Lunar Laser Ranging Experiment, pole magnetyczne oraz wiatr słoneczny[3].

Skylab
              Skylab był pierwszą stacją kosmiczną umieszczoną na orbicie przez Stany Zjednoczone. Ta ważąca 75 ton stacja przebywała nad Ziemią w latach 1973-1979. W tym czasie odwiedziły ją trzy załogi astronautów (w latach 1973-1974). Badania prowadzone przez załogi Skylaba początkowo miały się skupić na anomaliach związanych z grawitacją w innych systemach gwiezdnych, ale z braku funduszy i zainteresowania ze strony rządu ograniczono zakres badań. Stacja miała laboratorium do badania wpływu mikrograwitacji oraz Apollo Telescope Mount. W wyniku tarcia o wysokie warstwy atmosfery stacja Skylab zaczęła zacieśniać orbitę okołoziemską. W celu przesunięcia jej na wyższą orbitę zaprojektowany został wahadłowiec, jednak zanim zdołano go wystrzelić, stacja weszła w atmosferę (1979), gdzie uległa zniszczeniu.
Epoka wahadłowców
              Budowa wahadłowców, które mogłyby regularnie latać w kosmos, stała się głównym celem NASA w latach 70. i 80. Do 1985 r. stworzono cztery takie jednostki. Pierwszym, który wystartował z Ziemi 12 kwietnia 1981 r., był prom Columbia. Jednakże wahadłowce nie rozwiązały wszystkich problemów NASA, za to przysporzyły kolejnych. Loty promów okazały się dużo bardziej kosztowne niż początkowo przewidywano. Nawet po katastrofie Challengera w 1986 r., która zwróciła uwagę na ryzyko, jakie niosą ze sobą loty kosmiczne, społeczeństwo nie interesowało się podbojem kosmosu. Wkrótce rozpoczęto pracę nad budową stacji kosmicznej Freedom, która stała się głównym celem załogowych lotów kosmicznych. Jednak w NASA pojawiły się głosy, że projekt ten jest realizowany kosztem misji bezzałogowych, takich jak program Voyager. Katastrofa Challengera znacząco ograniczyła plany NASA, która zrezygnowała z niektórych swoich ambitnych zamierzeń. Niemniej jednak wahadłowce zostały wykorzystane w wielu ogromnych i złożonych logistycznie przedsięwzięciach, jak np. wysłanie na orbitę Kosmicznego Teleskopu Hubblea (HST). HST został zbudowany stosunkowo małym nakładem środków (wynoszącym niespełna 2 miliardy dolarów), jednak już od momentu rozpoczęcia pracy w 1990 r. zachwycił swoimi zdjęciami zarówno naukowców, jak i opinię publiczną. Niektóre fotografie zrobione przez teleskop, jak chociażby Głębokiego Pola Hubblea, stały się niemal legendarne. Teleskop Hubblea jest wspólnym projektem NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a jego sukces utorował drogę ściślejszej współpracy obu agencji. W 1995 r. wznowiono współpracę rosyjsko-amerykańską w zakresie podboju kosmosu, doprowadzając do powstania programu Shuttle-Mir, który obejmował loty wahadłowców na stację orbitalną Mir. Współpraca ta trwa po dzień dzisiejszy, Rosja i Stany Zjednoczone są głównymi partnerami w budowie największej w historii stacji kosmicznej – ISS. Znaczenie tej współpracy najbardziej uwidoczniło się w chwili, gdy NASA zmuszona była polegać na rosyjskich rakietach nośnych do zaopatrywania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (po katastrofie promu Columbia w 2003 r., która uziemiła loty wahadłowców na ponad dwa lata). Koszty przedsięwzięcia, jakimi jest budowa Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (wynoszące ponad sto miliardów dolarów), sprowadzają na NASA ostrą krytykę, co do zasadności budowy stacji i przyszłych korzyści płynących z jej istnienia. Poza tym badania przestrzeni kosmicznej nigdy nie cieszyły się szerokim zainteresowaniem społeczeństwa, dla którego było to zbyt abstrakcyjne zagadnienie. Z kolei liczne problemy techniczne towarzyszące badaniom kosmosu sprawiają, że agencja nie może pochwalić się spektakularnymi osiągnięciami, które zapewniłyby jej wystarczające poparcie opinii publicznej i rządu dla przyszłych projektów. Wszystko to sprawiło, że przez całe lata 90. budżet agencji stale się kurczył. W odpowiedzi na działania Kongresu, dziewiąty administrator NASA Daniel Goldin przedstawił nowy szybszy, lepszy, tańszy plan działalności agencji, który umożliwił NASA obcięcie kosztów przy jednoczesnym zachowaniu szerokiego wachlarza programów kosmicznych (program Discovery). Plan ten został jednak skrytykowany i ponownie rozpatrzony po stratach, jakich doznała NASA (Mars Climate Orbiter i Mars Polar Lander) w 1999 r. Katastrofa promu Columbia z 2003 r., w której zginęła cała siedmioosobowa załoga (sześciu Amerykanów i jeden Izraelczyk), spowodowała 29-miesięczną przerwę w lotach wahadłowców i dogłębną analizę dotychczasowych priorytetów NASA. Administracja rządowa, środowisko naukowców i opinia publiczna poddały publicznej dyskusji przyszłość programu lotów kosmicznych.

Przyszłość NASA
              Obecnie NASA prowadzi badania powierzchni Marsa i Saturna, a także obserwację Słońca. Inne sondy są aktualnie w trakcie lotu na Merkurego i Plutona. Misje mające na celu badanie Jowisza znajdują się dopiero w fazie planowania. Natomiast należąca do NASA Jet Propulsion Laboratory (JPL) w Pasadenie organizuje misję lądownika Phoenix, który został wystrzelony 4 sierpnia 2007 r., a na Marsie wylądował 27 maja 2008 r. Misja ta ma na celu odnalezienie przypuszczalnych koryt rzecznych na biegunie Marsa. Oprócz tego lądownik ma wykonać również kilka eksperymentów (w tym niektórych zaplanowanych wcześniej dla nieudanego projektu Mars Polar Lander z 1999 r.). Z kolei łazik Mars Science Laboratory, który znajduje się obecnie w trakcie budowy, ma zostać wystrzelony na czerwoną planetę w 2009 r. W ramach misji New Horizons NASA wystrzeliła w 2006 r. sondę kosmiczną, która planowo ma w 2015 r. dotrzeć do Plutona. Sonda uzyskała tzw. asystę grawitacyjną od Jowisza w lutym 2007 r. i rozpoczęła przeszukiwanie niektórych z księżyców planety oraz sprawdzanie niektórych urządzeń wewnętrznych podczas trwania lotu.

Źródło: Wikipedia (na licencji GNU FDL)


Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.