piątek, 16 grudnia 2011

Alternatywa dla Ziemi

Naukowcy odkryli drugą Ziemię! Czy czeka nas przeprowadzka?
Naukowcy odkryli drugą Ziemię! Czy czeka nas przeprowadzka?

              Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA potwierdzili odkrycie planety w "strefie warunków sprzyjających powstaniu życia" . Planetę odkryto dzięki teleskopowi Keplera - poinformowała agencja na swojej stronie internetowej.
              Określenia "strefa warunków sprzyjających powstaniu życia" (ang. habitable zone) naukowcy używają, gdy na planetach krążących wokół jakiejś gwiazdy mogą panować warunki umożliwiające powstanie, utrzymanie i rozwój organizmów żywych. Za najistotniejszy warunek uważa się istnienie ciekłej wody.
              Planeta Kepler-22b jest odległa od Ziemi o 600 lat świetlnych. Jej promień jest około 2,4 razy większy od promienia Ziemi, a swoją gwiazdę obiega w 290 dni. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, czy powierzchnia planety jest skalista, gazowa czy płynna. Sugerują za to, że panuje tam temperatura ok. 22 st. C. - sprzyjająca istnieniu wody. Jej gwiazda przypomina nieco nasze Słońce, choć jest od niego mniejsza i chłodniejsza. Planeta Kepler-22b jest najmniejszą jak dotąd odkrytą, krążącą po orbicie wpisującej się w sam środek "strefy warunków sprzyjających zaistnieniu życia" wokół gwiazdy podobnej do naszego Słońca. "To wielki krok na drodze do znalezienia bliźniaczej Ziemi" - ocenił jeden z badaczy realizujących program Kepler w waszyngtońskiej centrali NASA, Douglas Hudgins.
(fot. NASA/Ames/JPL-Caltech)

              Kepler-22b jest pierwszą planetą o potwierdzonej tożsamości z grupy 54 kandydatów na planety, o których naukowcy z NASA informowali w lutym 2011 r. To tylko kwestia czasu, kiedy usłyszymy o kolejnych potwierdzeniach istnienia "drugich Ziem" - uważają eksperci. Nową planetę wypatrzył Kepler - teleskop nastawiony na odkrywanie planet i kandydatów do tego miana. Urządzenie to mierzy zmiany jasności ponad 150 tys. gwiazd. Takie zmiany mogą być sygnałem tzw. tranzytu - przejścia planety na tle obserwowanej gwiazdy. Aby zweryfikować sygnał, teleskop Kepler musi zaobserwować co najmniej trzy takie tranzyty.

"Wraz z wykryciem tej planety los się do nas uśmiechnął" - uważa William Borucki z NASA Ames Research Center w Moffett Field (Kalifornia), kierujący zespołem, który odkrył planetę Kepler-22b. "Pierwszy tranzyt, jaki dostrzegliśmy, trafił się zaledwie w trzy dni po tym, jak sygnalizowaliśmy sprawność sondy. Ostatni, trzeci tranzyt, zaobserwowaliśmy po sezonie wakacyjnym 2010" -powiedział. Zaangażowani w projekt Kepler naukowcy korzystają z teleskopów naziemnych i z Kosmicznego Teleskopu Spitzera. Sprawdzają one wyniki obserwacji teleskopu Keplera, który "kandydatów na planety" wypatruje na pograniczu gwiazdozbiorów Łabędzia i Lutni.
               Już wcześniej badacze realizujący projekt Kepler informowali o wykryciu 1 094 nowych obiektów - kandydatów na planety. Od lutego, kiedy po raz ostatni opublikowano ich spis, liczba kandydatów na planety wskazanych dzięki Keplerowi wzrosła i wynosi dziś 2 326. W tej grupie aż 207 obiektów ma wielkość podobną do Ziemi, 680 jest większych (określa się je mianem "super Ziemia"), 1 181 przypomina wielkością Neptuna, 203 - Jowisza, a 55 jest od niego większych. Odkrycia, których dokonano dzięki obserwacjom trwającym od maja 2009 r. do września 2010 r. świadczą o tym, że planet podobnych do Ziemi może być w kosmosie więcej, niż przypuszczano. Informacje na temat nowej planety pojawią się w periodyku "Astrophysical Journal". PAP/zan/agt/ Reuters/wptv

niewiarygodne.pl

Rok 2012 w przepowiedniach Majów

Przerażający dowód w przepowiedniach Majów. Koniec świata nastąpi w 2012!
 
Przerażający dowód w przepowiedniach Majów. Koniec świata nastąpi w 2012!
Wyzbądźmy się złudzeń! Koniec świata nastąpi w 2012 r. Oto bezsprzeczny dowód (fot. AP)

              Wygląda na to, że dla świata nie ma już nadziei. Wszystko wskazuje na to, że, zgodnie z wcześniejszymi założeniami opartymi na Długiej Rachubie, czyli kalendarzu Majów, koniec świata nastąpi w 2012 r. Naukowcy poinformowali właśnie, że podczas przeczesywania ruin w Comalcalco natrafili na kolejne materiały, zgodnie z którymi zapowiadany przez Majów przełom dziejów to kwestia bardzo nieodległej przyszłości.
             Dotychczas gdzieś tliła się jeszcze nadzieja, że do najgorszego nie dojdzie. Wszystko ze względu na błąd w obliczeniach, który zdaniem naukowców pojawił się w procesie konwersji kalendarza Majów do kalendarza gregoriańskiego. Wg niektórych badaczy, do obliczeń mogła zakraść się pomyłka wynikająca z wzięcia pod uwagę błędnych kryteriów, co oznaczałoby, że przepowiadany przez Majów koniec dziejów nastąpiłby 100 lat później. Teraz archeolodzy natrafili jednak na kolejne sporządzone przez przedstawicieli prastarej cywilizacji notatki, które nie pozostawiają nam złudzeń. Koniec znanego nam dotąd porządku nastąpi 21 grudnia 2012 r. (lub wg niektórych zapowiedzi 23 grudnia 2012 r.)
              Zgodnie z doniesieniami ekspertów z Narodowego Instytutu Antropologii i Historii w Meksyku, ta złowieszcza dla nas informacja zawarta jest na płaskorzeźbach, które odnaleziono w ruinach ceglanej świątyni Majów w Comalcalco. Do tej pory wszystkie przewidywania głoszące, że Majowie zapowiedzieli schyłek naszej cywilizacji na grudzień 2012 r. oparte były jedynie na danych zawartych na kamiennych tablicach, które odkryto w Tortuguero. Ale teraz, wielokrotne podważane przepowiednie, będące elementem odkrycia dokonanego w Tortuguero, znalazły swoje potwierdzenie w kolejnych materiałach.

              Meksykańscy naukowcy oświadczyli, że znajdujące się na cegłach w Comalcalco inskrypcje, odnaleziono już kilka lat temu. Przez jakiś czas były one przedmiotem badań kilku grup eksperckich. Materiały te nie zostały udostępnione publicznie i wciąż są przechowywane w Instytucie - poinformował dziennik "Daily Mail".
             Oczywiście jak zwykle w podobnych sytuacjach, nie brakuje sceptyków, którzy z przymrużeniem oka spoglądają na ostatnie rewelacje. "Niektórzy proponują to jako odniesienie do roku 2012, ale ja nie jestem raczej przekonany" - powiedział David Stuart, specjalista ds. badania kultury Majów na Uniwersytecie w Austin. "Nie ma powodu, by nie sądzić, że jest to np. data odnosząca się do innych ważnych wydarzeń historycznych".
              Nie brakuje też oczywiście sygnałów, które wskazują, że przełomowa data, która nastąpić ma w grudniu 2012 r. nie ma związku z wydarzeniami, które w naszym mniemaniu można by było uznać za zjawiska o charakterze apokaliptycznym. Majowie postrzegali bowiem czas jako coś cyklicznego; kategorię, która składa się po prostu z etapów mających swój początek i koniec. Wszystkie komentowane przez naukowców materiały, które odnosić się mają do daty końca świata - tablica z Tortuguero i cegła z Comalcalco - powstały prawdopodobnie ok. 1300 lat temu.
niewiarygodne.pl

Rok miliardowych klęsk żywiołowych

To był rok ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tak źle nie było już dawno

To był rok ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tak źle nie było już dawno
Poprzedni rekord "miliardowych klęsk żywiołowych" odnotowano w 2008 roku. (fot. AP)

              Stany Zjednoczone nawiedziło już w tym roku dwanaście klęskżywiołowych związanych z pogodą - trąb powietrznych, powodzi, śnieżyc, suszy, upałów i pożarów -powodujących straty wysokości co najmniej 1 miliarda dolarów każda. Jest to kolejny rekord.
              Associated Press informuje o tym w czwartek, powołując się na Narodową Administrację Oceaniczną i Atmosferyczną (NOAA). Takich klęsk żywiołowych, powodujących straty wysokości 1 miliarda dolarów i większe, było w tym roku w USA więcej niż w całych latach 80, nawet po uwzględnieniu inflacji -podkreśla AP.
              Poprzedni rekord "miliardowych klęsk żywiołowych" odnotowano w 2008 roku - było ich wtedy dziewięć.
              Według Narodowej Służby Meteorologicznej, ekstremalne zjawiska pogodowe spowodowały w tym roku w USA śmierć ponad 1 tys. ludzi.

PAP/ az/
niewiarygodne.pl

niedziela, 11 grudnia 2011

Czy UFO-ludki mieszkały na Marsie?

UFO na Marsie?



              Całkiem niedawno na Marsie odkryto wodę istniejącą na głębszych pokładach gruntu. Może to oznaczać tylko jedno - na Marsie istniało niegdyś życie! Marzec 2004 roku był jednak najbardziej poruszającym okresem dla miłośników kosmicznych tajemnic.
              7 marca 2004 roku lądownik Opportunity skierował swoją kamerę na oddaloną o 227 9400 000 km jasną gwiazdę, na dziennym niebie Marsa. Przedmiotem obserwacji było Słońce, częściowo przysłonięte przez ciemne ciało o nieregularnym kształcie. Okazało się później, iż owym ciałem jest jeden z marsjańskich księżyców - Phobos, a kamera zarejestrowała zaćmienie Słońca. Obserwacja ta, poza swoją niezwykłością, pozwoliła skorygować dane orbity tego księżyca.
              Nazajutrz drugi z lądowników, Spirit, przygotowując się do nocnej hibernacji w temperaturze -120* C, zarejestrował coś, od czego osłupieli pracujący na Ziemi specjaliści: jednolita biaława barwa nieba została wyraźnie przecięta jasną kreską. Błędu nie stwierdzono, zaś same zjawisko nie dało się zinterpretować w sposób jednoznaczny.

Przedstawiono dwa wyjaśnienia.
Według pierwszego, obiektem, który zarysował się na niebie, był meteor, który wszedł w chłodną atmosferę Marsa i upadł na jego powierzchni. Żaden jednak z lądowników nie zarejestrował wstrząsu gruntu - a powinien.
Według drugiego, wokół Marsa na orbitach parkingowych stacjonuje aż siedem (!!!) różnych statków kosmicznych, z którymi w niejasnych okolicznościach utracono kontakt. Przykładem rosyjska sonda Phobos-2 czy amerykański Mars Polar Lander.

Obiekt przeleciał w czasie 15 sekund 4* na nieboskłonie, nie mogło zatem chodzić o rosyjskie sondy. Wykluczono wszystkie statki kosmiczne, oprócz amerykańskiego Vikinga-2 - jednak linia utworzona przez ten statek byłaby znacznie dłuższa.
Czym zatem był tajemniczy obiekt zarejestrowany przez kamerę Spirit'a? Meteorem, sondą ziemską? A może statkiem kosmicznym wysłanym z innego świata w celu śledzenia efektów naszego zainteresowania Czerwoną Planetą? Tego być może nigdy się nie dowiemy - nadal jednak szukamy odpowiedzi.

              Znany polski badacz Robert Leśniakiewicz wysnuł tezę, że obiekt zarejestrowany przez Spirit to statek Obcych, którzy zbliżyli się do niego celem dokładniejszego przyjrzenia się temu lądownikowi. Tym razem nie rozkręcali go (jak to robili z innymi sondami, przy okazji je psując...), ograniczyli się tylko do przyjrzenia się mu. Czujniki nie zarejestrowały żadnego ruchu, ponieważ lądownik był wówczas w stanie hibernacji i cała aparatura była wyłączona - Obcy mogli go sobie dowoli oglądać.
              Na tym możnaby właściwie zakończyć całą sprawę, gdyby nie fakt, iż w węgierskim czasopiśmie "Szines UFO" (nr 2/2005) znany badacz, publicysta i historyk kosmonautyki István Nemer opublikował artykuł, z którego wynika, że UFO widywano na Marsie co najmniej siedmiokrotnie!
              Analizując zdjęcia przesłane przez rosyjski Phobos-2 przedstawiające Phobosa odkryto kolejną zagadkę: do tego księżyca zbliżało się coś długiego i cienkiego. Obiektu sfotografowanego 25 marca 1989 roku do dziś nie udało się zidentyfikować.
              16 września 2003 roku amerykańska sonda Mariner-9 przekazała kolejne zdjęcia Phobosa. Na jednym z nich, nieopodal niewielkiego kraterku, sterczał w górę regularny obiekt w kształcie trójkątnego graniastosłupa.
              Czyżby właśnie na Phobosie znajdowały się drzwi do Innego Świata? A może obiekt sfotografowany przez Mariner-9 to pomnik wystawiony przez Obcych, pierwszych zdobywców tego ciała niebieskiego?

Opracował: Ivellios
Na podstawie informacji "Nieznanego Świata"

"UFO na Marsie?" na Paranormalium

Szóste słońce Majów

UFO ostrzega

              Fascynująca relacja o pojawieniu się UFO pochodzi z okolic wulkanu Popocatepetl, który przez długi czas uważano za wygasły. Przez trzy lata kontrola ruchu powietrznego obserwowała obiekty latające w kierunku wulkanu i z powrotem, aż wreszcie wszczęto dochodzenie w sprawie nagłego wzrostu aktywności UFO w tym rejonie.
              Okazało się, że wulkan wcale nie byt wygasły i istniało zagrożenie rychłego wznowienia jego aktywności. W lutym 1994 roku z wulkanu zaczął wydobywać się dym, a w grudniu tego samego roku Popocatepetl gwałtownie wybuchł, zasypując pyłem miasto Puebla. Na szczęście udało się uratować mieszkańców dzięki całkowitej ewakuacji. Ludność nigdy nie zapomniała o fakcie, że to zwiększona aktywność UFO skierowała uwagę badaczy na wulkan. Niektórzy zaczęli uważać UFO za swego rodzaju zbawiciela.
              Wielu mieszkańców Meksyku wskazuje na jeszcze wymowniejsze - pochodzące sprzed setek lat - świadectwo tego, iż w 1991 roku miał miejsce powrót "gwiezdnych podróżników". Majowie, twórcy starożytnej meksykańskiej kultury, spisali wiele przepowiedni, z których jedna brzmi następująco: W erze szóstego słońca wszystko, co zakopane, będzie odkryte, prawda stanie się nasieniem życia, a synowie szóstego słońca będą tymi, którzy podróżują wśród gwiazd".
              Udowodniono, że przepowiednia ta ma związek z obecnymi obserwacjami UFO w Meksyku, ponieważ określenie "szóste słońce" odnosi się do całkowitego zaćmienia słońca w 1991 roku, kiedy to w miastach Puebla, Meksyk i Tepeji pojawiły się cztery identyczne, metaliczne pojazdy UFO. To zaćmienie słońca miałoby być szóstym słońcem Majów, oznaczającym nową epokę - epokę prawdy.

"UFO ostrzega" na Paranormalium

UFO nad Berlinem

UFO w Niemczech

              Wywiad Stanów Zjednoczonych od dawna interesował się zjawiskiem UFO, Po uchwaleniu Ustawy o swobodnym dostępie do informacji ujawniono liczne meldunki i informacje z całego świata, przy czym najstarsze z nich sięgały aż roku 1940. Wiele z nich pochodziło z tak zwanych jawnych źródeł, jak na przykład zagraniczne gazety, periodyki (wywiad literacki - LITINT) lub audycji radiowych. Poniższa relacja, przetłumaczona z greckiej gazety na użytek CIA, opisuje lądowanie UFO w RFN, czego świadkami byli w lipcu 1952 roku Oskar Linke i jego córka, zamieszkali w pobliżu Hasselbach. Odebrawszy od Oskara Linkego, czterdziestoośmioletniego byłego burmistrza Gleimarshausen w Berlinie Zachodnim, oświadczenie, że był naocznym świadkiem incydentu, oficerowie wywiadu przystąpili do badania najbardziej niezwykłej relacji o "latającym spodku". Zgodnie z tą relacją, obiekt "przypominający ogromną patelnię" o średnicy około piętnasta metrów wylądował na leśnej polanie w radzieckiej strefie Niemiec. Linke wraz z żoną i sześciorgiem dzieci niedawno uciekł z tej strefy. Linke i jego 11-letnia córka Gabriella złożyli tydzień temu następująco oświadczenie, zaprzysiężone przed sędzią: "Kiedy wracaliśmy do domu z Gabriellą, w pobliżu miasta Hassclbach wysiadła nam opona w motocyklu. Gdy szliśmy na piechotę do Hasselbach, Gabriella zwróciła moją uwagę na coś, co znajdowało się jakieś sto czterdzieści metrów od nas. Ponieważ zapadał zmrok, pomyślałem, że pokazuje mi młodego jelenia. Postawiłem motocykl obok drzewa i podszedłem do miejsca wskazanego przez córkę. Kiedy jednak znalazłem się pięćdziesiąt pięć metrów od tego czegoś, stwierdziłem, że moje pierwsze wrażenie było błędne. Zobaczyłem bowiem dwóch mężczyzn, którzy teraz znajdowali się czterdzieści metrów ode mnie. Mieli na sobie jakieś lśniące metalicznie ubrania. Pochylali się nad czymś leżącym na ziemi. Zbliżyłem się na odległość dziesięciu metrów. Wyjrzałem zza niewielkiego płotu i wówczas dostrzegłem ogromny obiekt o średnicy trzynastu-piętnastu metrów.

Zdjęcie to zostało wykonane w Niemczech w roku 1978. Nic nie ma ono wspólnego z tym artykułem.

              Wyglądał jak gigantyczna patelnia. Na obrzeżu były dwa rzędy otworów o obwodzie około trzydziestu centymetrów. Odległość między obydwoma rzędami wynosiła mniej niż pół metra. Na szczycie; tego metalowego obiektu znajdowała się stożkowata, mniej więcej trzymetrowa wieża. W tym momencie córka, która pozostała nieco z tyła, zawołała mnie. Obaj mężczyźni musieli usłyszeć jej głos, bo natychmiast wskoczyli do tej wieży i zniknęli. Jeszcze przedtem zauważyłem, że jeden z nich miał z przodu lampę, która zapalała się i gasła w regularnych odstępach czasu. Teraz brzeg obiektu, w którym znajdowały się otwory, zaczął błyszczeć. Najpierw był to kolor zielony, a potem przemienił się w czerwony. Równocześnie dało się słyszeć lekkie buczenie. W miarę jak jasność i buczenie się wzmagały, stożkowa wieża zaczęła się wsuwać do wnętrza obiektu. Cały obiekt powoli wznosił się i wirował. Wydawało mi się, jakby był oparty na cylindrycznym urządzeniu, które wysunęło się z jego środka i teraz wystawało z dolnej części, sięgając ziemi. Obiekt, otoczony kręgami płomieni, znajdował się teraz kilka stóp nad ziemią. Zauważyłem, że zaczął powoli unosić się, a cylindryczne urządzenie, na którym się wspierał, zniknęło w środku i pojawiło się ponownie na jego szczycie. Szybkość wznoszenia była coraz większa. Jednocześnie oboje z córką usłyszeliśmy gwizd podobny do tego, jaki wydają padające bomby. Obiekt przyjął pozycję horyzontalną i skierował się w stronę sąsiedniego miasta Stockheim, a następnie, nabierając wysokości, zniknął za wzgórzami i lasem". Wiele innych osób, zamieszkałych w tym samym rejonie co Linke, także informowało o pojawieniu się obiektu, który - ich zdaniem był kometą. [...) Po przedstawieniu tego zeznania sędziemu, Linke oświadczył dodatkowo: "Pomyślałbym, że obcuje z córką mamy jakieś przywidzenia, gdyby nie pewien element tej scenerii: gdy obiekt zniknął, poszedłem w to miejsce, gdzie się przedtem znajdował. Znalazłem okrągłą dziurę w ziemi, widać, że świeżo wykopaną. Miała taki sam kształt, jak stożkowata wieża. Wtedy już byłem pewien, że to nie było przywidzenie". Linke ciągnął: "Przed ucieczką z radzieckiej strefy Berlina nigdy nie słyszałem określenia "latający spodek". Kiedy zobaczyłem ten obiekt, od razu pomyślałem, że to-jakaś sowiecka maszyna wojskowa. Muszę przyznać, że ogarnął mnie strach, bo sowieci nie chcą, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, co robią...".

Autor: Timothy Good

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.pl

"UFO w Niemczech" na Paranormalium

UFO w okolicach Woroneża w Rosji

UFO w pobliżu stacji radiolokacyjnej w okolicach Woroneża w Rosji

Woroneż              W stacji radiolokacyjnej „Tałowaja” pod Woroneżem należącej do moskiewskiego centrum kierowania ruchem powietrznym pracują ludzie, od których zależy bezpieczeństwo lotów samolotów cywilnych. Urządzenia radiolokacyjne „Tałowoj” kontrolują 720 tysięcy kilometrow kwadratowych nieba.
              Od pewnego czasu, wśród okolicznych mieszkańców zaczęły roznosić się wieści o obserwacjach nieznanych obiektów latających, które pojawiają się w pobliżu urządzeń.

Nieznane obiekty latające nad Tałowoj – co się udało zarejestrować

- Na początku oczywiście nikt nie wierzył w te opowieści – opowiada pracujący od 28 lat na stacji inżynier Aleksandr Zakurdajew. – Kilka lat temu przygotowywaliśmy teren do postawienia nowego elementu naszej stacji. Robiłem zdjęcia dokumentujące postęp prac i przesyłałem je do biura w Moskwie, które nadzoruje naszą działalność. To stało się 11 września 2001 r. Około godziny 15. robiłem zdjęcia aparatem cyfrowym . Fotografowałem hangar, część terenu, przy okazji „utrwalając” fragment nieba. W domu przegrałem zdjęcia do komputera. Obecny przy tym mój syn Andrzej od razu coś zauważył – „Popatrz tato, coś ty tam sfotografował!” – spojrzałem na fotografię – na niebie widać było coś zupełnie nieoczekiwanego, wyglądało jak UFO.

Od tamtej pory pracownicy stacji radiolokacyjnej z uwagą patrzyli w niebo. Dwa lata później ponownie udało się sfotografować coś zagadkowego…

              12 maja 2003 r. Aleksander Zakurdajew znów dokumentował postęp prac. W ciągu 12 sekund wykonał serię 4 zdjęć, na których niespodziewanie pojawiły się obiekty. Na kolejnych zdjęciach już tego nie zarejestrowano..

- Wszystkie zdjęcia zostały wykonane w kierunku północno-wschodnim od naszej stacji – mówi Zakurdajew – nie jestem w stanie ocenić gabarytów ani prędkości przemieszczania się tych obiektów. Nie mam ich z czym porównać. Jest jeszcze jedna interesująca sprawa – niedawno zrobiono o nas reportaż dla telewizji. Jak realizatorzy obejrzeli dokładnie nagrany materiał, zauważyli biały przypominający kwadrat obiekt, który niezwykle szybko przemieszczał się pomiędzy urządzeniami.

Spotkań z dziwnymi obiektami było w tej okolicy sporo. W październiku 2004 r. przygoda spotkała innego pracownika stacji – Jurija Niżniewiasowa. Jadąc do pracy samochodem był świadkiem przelotu na małej wysokości świecącej kuli.

- Oczywiście, że nigdy nie wierzyłem w UFO – mówi inż.Niżniewiasow – ale teraz sam zetknąłem się z tą zagadką.

Komentarz ufologa
- To typowy latający talerz – powiedział ufolog z Woroneża, Henryk Siłanow - Tam, gdzie jego obraz był zamazany, obiekt był w ruchu, tam, gdzie mamy do czynienia z wyraźnym – talerz wisiał bez ruchu nad stacją radiolokacyjną. Mogę ocenić jego wielkość na 5-7 metrów średnicy. Prawdopodobnie obiekt znajdował się w odległości około pół kilometra od stacji. To typowe miejsce do spotkania UFO. Te obiekty bardzo często pojawiają się w okolicach elektrowni, linii energetycznych, oczywiście interesują się także ziemskimi urządzeniami strategicznymi.

Leonid Szifrin

Tekst polski: Fundacja NAUTILUS
Źródło:
Foto: Andrzej Archipow
http://www.moe.kpv.ru/view/text.shtml?16022

"UFO w pobliżu stacji radiolokacyjnej w okolicach Woroneża w Rosji" na Paranormalium